wtorek, 10 września 2013

Wyprawa na lwią ziemie cz.5

Wreszcie zobaczyłam koniec naszej podróży, nie mogłam oderwać wzroku od tej pięknej krainy, była obfita i urodzajna, pokryta gęstymi trawami z których łatwo można zapolować na antylope czy zebre. Faragha westchnął, rozglądając się zamyślony.
-Ach ten mój dom...Tutaj się urodziłem, ale musiałem odejść. - powiedział ze smutkiem spuszczając głowę w dół.
-Zaprowadzę cię na Lwią Skałę, chyba akurat nikt jej nie pilnuje.
-Dam już radę iść sama, oprze się o ciebie tylko. - zeskoczyłam ostrożnie z niego, spadając na cztery łapy, wyciągnęłam na chwilę pazury sprawdzając twardość ziemi, tak ta ziemia jest idealna, doskonała do pogoni za zdobyczą.
-Idziemy ? - pogonił mnie Faragha, uśmiechnęłam się i oparłam o niego, widziałam już Lwią Skałę, ale była daleko od nas.
-Jeszcze parę kroków i znów zobaczę Nalę. - powiedział Simba.
-Mogłeś już dawno ją spotkać. - powiedziałam. Faragha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział, pewnie zrozumiał że rozmawiam z duchem.
-Tak, ale teraz dopiero mnie zobaczy, dzięki temu. - Simba wskazał na medalion.

Na lwiej ziemi...
Kifo uśmiechnął się szyderczo, wyciągnął potężną łapę i złapał nią jedno z lwiątek, wbił w nie ostre pazury, zapiszczało cicho, ale zdołało obudzić resztę rodzeństwa, małe zaczęły piskać coraz głośniej, Vitani otworzyła oczy, instynktownie rzuciła się na lwa, po chwili znalazł się pod nią, wyszczerzyła kły, Kifo uśmiechnął się do niej, miał już plan, złapał ją za szyję i zaczął dusić. Vitani drasnęła go mocno w policzek, ale nie puścił pomimo bólu. Zascisnął bardziej szczęki na jej ciele, malce coraz bardziej piszczały, piski już trafiły do jaskini, Kiara wybiegła z niej szybko szybko, rzuciła się na Kifo, Vitani aż spadła na bok.
-Nic ci nie jest ? - spytała przerażona Kiara widząc krople jej krwi na ziemi. Kifo wykorzystał chwilę nie uwagi i uderzył królową lwiej ziemi w głowę, poleciała w stronę Vitani, upadając obok niej, słyszała jej ciężki oddech, mogła mieć tylko nadzieje że Kifo nie przerwał jej tchawicy. Lew podszedł do Kiary ukradkiem, zagniewana odwróciła się gwałtownie atakując go łapą z wyciągniętymi pazurami, wbiła je prosto w oko, Kifo zaryczał z bólu, Kiara wezwała tym czasem wsparcie, trzy lwice zajęły się lwiątkami, a reszta przegoniła Kifo, uciekał na pół ślepy, krzycząc coś niewyraźnie po drodze. Kiara szturchnęła Vitani, ta otworzyła lekko oczy, wpatrując się w nią.
-Będzie dobrze, wezwę Rafikiego. - powiedziała szybko Kiara.
-Gdzie moje dzieci ? - spytała półgłosem Vitani.
-Już są bezpieczne, lwice wezmą cię do nich. - Kiara pobiegła w stronę znajomego starego baobabu. Rafiki zeszedł w dół gdy tylko ją zobaczył, miał złe przeczucia.
-Chodzi o Nale ? - spytał.
-O Vitani, jest ranna. - powiedziała szybko Kiara, biegnąc już w stronę lwiej skały, Rafiki ledwo za nią nadążył, wszedł do środka oglądając Vitani.
-Mam nadzieje że się z tego wyliże. - powiedział przykucając przy niej.

_________________________________________________________________________
Wyszło trochę krótkie, ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu, za to miałam trochę weny żeby coś napisać, postaram się żeby następny rozdział był dłuższy. Szkoda że wakacje już minęły ;( byłoby więcej rozdziałów. Od kolejnego rozdziału będę pisała tylko z punktu widzenia Baridi.

1 komentarz:

  1. To co, że krotkie! Jakże wciągające i świetne! Ten Kifo jest okrutny! Jak on mógł zrobić krzywdę Kiarze i Vitani!?
    Dobrze, że stracił oko, ma za swoje!

    Zapraszam do mnie, na blog o Sarze!

    OdpowiedzUsuń