-Tutaj się rozstaniemy. - powiedział oglądając się przerażony. Polizałam go po policzku (u lwów to pocałunek), cały się zarumienił.
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam, siadając na przeciw niego.
-Ja...yyy...to było miłe. - uśmiechnął się i poszedł wolno w swoją stronę. Rozmarzyłam się na chwilę, poczułam coś na swoim grzbiecie, odwróciłam głowę, coś przemknęło w wysokiej trawie.
-Kim jesteś ? - spytałam podnosząc się ciężko.
-Pytanie kim ty jesteś ? I co robisz na lwiej ziemi ? - spytał obcy głos wyłaniając się z gęstej trawy, był to pawian czy mandryl, właściwie nie ważne, ważne że to była małpa i to z laską.
-Mógłbyś mnie zaprowadzić do Nali.
-Jesteś jej znajomą ? Nie wydaje mi się.
-Chodzi o Simbę, on jest... - chwila, nie mogę mu powiedzieć że stoi obok mnie duch Simby, pewnie nie uwierzy: -....znaczy on ma dla niej wiadomość.
-Z chęcią ją przekaże.
-Wolałabym...
-Nikt obcy nie może tak po prostu wejść do środka, a zwłaszcza po tym co się stało. - pawian wskoczył na drzewo i huśtał się przez chwilę. Zignorowałam go wchodząc już na Lwią Skałę.
-A ty dokąd droga pani. - ten obcy znów tu był, przytknął mi palec do nosa.
-To ważne. - powiedziałam najpoważniej jak umiałam, wydawał się zrozumieć. Wreszcie weszłam do środka, zobaczyłam ranną lwicę, ale była za młoda na Nalę.
-Tam.. - wskazał Simba. Już chciałam podejść, ale stanęła na mojej drodze jakaś lwica.
-Słucham, co cię sprowadza na naszą ziemie ? - spytała.
-Jestem Baridi, chcę przekazać Nali pewną wiadomość.
-Jaką ?
-To jest tylko dla niej wiadomość.
-Kto pozwolił ci tu wejść ?
-Simba wymyśl coś... - szepnęłam bardzo cicho, lwica zmierzyła mnie wzrokiem.
-A ty jak się nazywasz ? - spytałam.
-Jestem Kiara, ta ziemia należy do mnie i do Kovu.
-To moja córka. - dodał Simba.
-Jesteś córką Simby ? - spytałam.
-Tak...skąd ty....
-Dobra, powiem ci prawdę, twój tata stoi obok mnie, jako duch.
-To nie możliwe... - powiedziała zamyślona Kiara.
-Zdejmij kryształ i zawieś jej na szyi, niech się przekona. - powiedział Simba, westchnęłam nie chciałam się rozstawać z tą magiczną rzeczą, podałam kryształ Kiarze.
-Załóż to, zobaczysz ojca. - powiedziałam, spojrzała na mnie i wzięła ode mnie naszyjnik, założyła go na szyi, po chwili miała przerażone oczy, jakby zobaczyła ducha, chwila, przecież zobaczyła ducha.
-Kiara czy to wszystko jest możliwe ? - spytała Nala, podniosła się lekko. Wystawały jej żebra, na prawdę wyglądała źle, Simba nie na darmo się spieszył.
-Tak....mamo..załóż go. - Kiara podała go Nali.
-Simba...Simba jesteś tu. - powiedziała zaskoczona Nala, widziałam jak podchodzi i próbuje objąć łapami niewidzialną przestrzeń.
-Moglibyście zostawić nas samych. - powiedziała po chwili Nala.
-Ale...
-Chodź. - przerwała mi Kiara, na zewnątrz było mniej ciekawie niż w środku.
-Ładnie tu. - powiedziałam patrząc na Lwią Ziemie. Ze środka dochodziły głosy Nali.
-Jak to się zaczęło ?
-Ale co ?
-No jak mój ojciec cię znalazł i jak się z tobą porozumiał, widzisz duchy ?
-Nie, skąd... - machnęłam łapą w powietrzu: -To ten kryształ pozwala je widzieć.
-Możemy go zatrzymać.
-Co to to nie, on jest mój, znalazłam go, a teraz tylko wam pożyczyłam.
-Nie denerwuj się tak, tylko spytałam, chodź pokarze ci Lwią Ziemie.
-Może kiedy indziej, jeszcze wszystko mnie boli od tego upadku. - położyłam się na ziemi opierając głowę na łapach. Kiara siedziała dalej przy mnie.
-Też bym porozmawiała z tatą, tak ostatni raz. - powiedziała sama do siebie.
Po dwóch godzinach Nala wyszła na zewnątrz, akurat wtedy zdołałam zasnąć, a teraz znów musiałam się obudzić.
-Dzięki za wszystko. - powiedziała Nala, oddając mi naszyjnik.
-Simba mnie o to prosił, a duchom się nie odmawia. - uśmiechnęłam się.
-Masz rację, mnie prosił żebym zapomniałą o wszystkim, w końcu kiedyś się spotkamy.....mam rozumieć że tu zostajesz ?
-No, właściwie to nigdzie się już nie wybieram, więc tak.
-Kiara a Kovu wie że ona tu jest ?
-Nie wie, wyjaśnię mu wszystko jak wróci z lekcji ze synem. - powiedziała Kiara, między czasie założyłam naszyjnik.
-Szybko, Kifo wrócił.
-Że kto ?
-Ostrzeż ich, Kovu z nim walczy i potrzebuje wsparcia. - powiedział szybko Simba. Obie lwice patrzyły na mnie.
-Kovu walczy z jakimś Kifo czy jakoś tak i potrzebuje wsparcia. - powiedziałam, miałam nadzieje że powtórzyłam im wszystko prawidłowo.
-Szybko ! - Kiara podniosła się na równe łapy.
Biegliśmy co tchu, byłam pierwsza, musiałam ich prowadzić, albo oddać im kryształ, ale nie było na to czasu. Znaleźliśmy się na miejscu w samym środku walki, Kovu nieźle sobie radził. Niedaleko było lwiątko, Kiara od razu ruszyła żeby pomóc małemu. Wzięła go delikatnie w pysk i przeniosła w bezpieczną odległość, lwice za mną szykowały się do ataku. Kifo powalił Kovu i wtedy dopiero lwice ruszyły mu na ratunek, było ich kilkanaście, walka była teraz nie równa.
-Idźcie stąd, ja sam będę walczył. - zaryczał Kovu, lwice go natychmiast posłuchały, przeciwnicy znów ustawili się na przeciw siebie, zawarczeli i krążyli wokół. Pierwszy ruch wykonał Kovu, bardzo gwałtowny z resztą, uderzył z całej siły Kifo, który spadł na ziemie, nawet było to słychać. Wydawało się że wygra, ale czy na pewno ?
_______________________________________________________________________________________
Tak jakoś naszło mnie na pisanie, akurat miałam gotowy pomysł od kilku dni więc go zrealizowałam ;)