środa, 18 września 2013

Ciężki dzień

Zauważyłam już lwią skałę, byłam już blisko, bardzo blisko, Faragha zatrzymał się kilka metrów od niej.
-Tutaj się rozstaniemy. - powiedział oglądając się przerażony. Polizałam go po policzku (u lwów to pocałunek), cały się zarumienił.
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam, siadając na przeciw niego.
-Ja...yyy...to było miłe. - uśmiechnął się i poszedł wolno w swoją stronę. Rozmarzyłam się na chwilę, poczułam coś na swoim grzbiecie, odwróciłam głowę, coś przemknęło w wysokiej trawie.
-Kim jesteś ? - spytałam podnosząc się ciężko.
-Pytanie kim ty jesteś ? I co robisz na lwiej ziemi ? - spytał obcy głos wyłaniając się z gęstej trawy, był to pawian czy mandryl, właściwie nie ważne, ważne że to była małpa i to z laską.
-Mógłbyś mnie zaprowadzić do Nali.
-Jesteś jej znajomą ? Nie wydaje mi się.
-Chodzi o Simbę, on jest... - chwila, nie mogę mu powiedzieć że stoi obok mnie duch Simby, pewnie nie uwierzy: -....znaczy on ma dla niej wiadomość.
-Z chęcią ją przekaże.
-Wolałabym...
-Nikt obcy nie może tak po prostu wejść do środka, a zwłaszcza po tym co się stało. - pawian wskoczył na drzewo i huśtał się przez chwilę. Zignorowałam go wchodząc już na Lwią Skałę.
-A ty dokąd droga pani. - ten obcy znów tu był, przytknął mi palec do nosa.
-To ważne. - powiedziałam najpoważniej jak umiałam, wydawał się zrozumieć. Wreszcie weszłam do środka, zobaczyłam ranną lwicę, ale była za młoda na Nalę.
-Tam.. - wskazał Simba. Już chciałam podejść, ale stanęła na mojej drodze jakaś lwica.
-Słucham, co cię sprowadza na naszą ziemie ? - spytała.
-Jestem Baridi, chcę przekazać Nali pewną wiadomość.
-Jaką ?
-To jest tylko dla niej wiadomość.
-Kto pozwolił ci tu wejść ?
-Simba wymyśl coś... - szepnęłam bardzo cicho, lwica zmierzyła mnie wzrokiem.
-A ty jak się nazywasz ? - spytałam.
-Jestem Kiara, ta ziemia należy do mnie i do Kovu.
-To moja córka. - dodał Simba.
-Jesteś córką Simby ? - spytałam.
-Tak...skąd ty....
-Dobra, powiem ci prawdę, twój tata stoi obok mnie, jako duch.
-To nie możliwe... - powiedziała zamyślona Kiara.
-Zdejmij kryształ i zawieś jej na szyi, niech się przekona. - powiedział Simba, westchnęłam nie chciałam się rozstawać z tą magiczną rzeczą, podałam kryształ Kiarze.
-Załóż to, zobaczysz ojca. - powiedziałam, spojrzała na mnie i wzięła ode mnie naszyjnik, założyła go na szyi, po chwili miała przerażone oczy, jakby zobaczyła ducha, chwila, przecież zobaczyła ducha.
-Kiara czy to wszystko jest możliwe ? - spytała Nala, podniosła się lekko. Wystawały jej żebra, na prawdę wyglądała źle, Simba nie na darmo się spieszył.
-Tak....mamo..załóż go. - Kiara podała go Nali.
-Simba...Simba jesteś tu. - powiedziała zaskoczona Nala, widziałam jak podchodzi i próbuje objąć łapami niewidzialną przestrzeń.
-Moglibyście zostawić nas samych. - powiedziała po chwili Nala.
-Ale...
-Chodź. - przerwała mi Kiara, na zewnątrz było mniej ciekawie niż w środku.
-Ładnie tu. - powiedziałam patrząc na Lwią Ziemie. Ze środka dochodziły głosy Nali.
-Jak to się zaczęło ?
-Ale co ?
-No jak mój ojciec cię znalazł i jak się z tobą porozumiał, widzisz duchy ?
-Nie, skąd... - machnęłam łapą w powietrzu: -To ten kryształ pozwala je widzieć.
-Możemy go zatrzymać.
-Co to to nie, on jest mój, znalazłam go, a teraz tylko wam pożyczyłam.
-Nie denerwuj się tak, tylko spytałam, chodź pokarze ci Lwią Ziemie.
-Może kiedy indziej, jeszcze wszystko mnie boli od tego upadku. - położyłam się na ziemi opierając głowę na łapach. Kiara siedziała dalej przy mnie.
-Też bym porozmawiała z tatą, tak ostatni raz. - powiedziała sama do siebie.

Po dwóch godzinach Nala wyszła na zewnątrz, akurat wtedy zdołałam zasnąć, a teraz znów musiałam się obudzić.
-Dzięki za wszystko. - powiedziała Nala, oddając mi naszyjnik.
-Simba mnie o to prosił, a duchom się nie odmawia. - uśmiechnęłam się.
-Masz rację, mnie prosił żebym zapomniałą o wszystkim, w końcu kiedyś się spotkamy.....mam rozumieć że tu zostajesz ?
-No, właściwie to nigdzie się już nie wybieram, więc tak.
-Kiara a Kovu wie że ona tu jest ?
-Nie wie, wyjaśnię mu wszystko jak wróci z lekcji ze synem. - powiedziała Kiara, między czasie założyłam naszyjnik.
-Szybko, Kifo wrócił.
-Że kto ?
-Ostrzeż ich, Kovu z nim walczy i potrzebuje wsparcia. - powiedział szybko Simba. Obie lwice patrzyły na mnie.
-Kovu walczy z jakimś Kifo czy jakoś tak i potrzebuje wsparcia. - powiedziałam, miałam nadzieje że powtórzyłam im wszystko prawidłowo.
-Szybko ! - Kiara podniosła się na równe łapy.

Biegliśmy co tchu, byłam pierwsza, musiałam ich prowadzić, albo oddać im kryształ, ale nie było na to czasu. Znaleźliśmy się na miejscu w samym środku walki, Kovu nieźle sobie radził. Niedaleko było lwiątko, Kiara od razu ruszyła żeby pomóc małemu. Wzięła go delikatnie w pysk i przeniosła w bezpieczną odległość, lwice za mną szykowały się do ataku. Kifo powalił Kovu i wtedy dopiero lwice ruszyły mu na ratunek, było ich kilkanaście, walka była teraz nie równa.
-Idźcie stąd, ja sam będę walczył. - zaryczał Kovu, lwice go natychmiast posłuchały, przeciwnicy znów ustawili się na przeciw siebie, zawarczeli i krążyli wokół. Pierwszy ruch wykonał Kovu, bardzo gwałtowny z resztą, uderzył z całej siły Kifo, który spadł na ziemie, nawet było to słychać. Wydawało się że wygra, ale czy na pewno ?

_______________________________________________________________________________________
Tak jakoś naszło mnie na pisanie, akurat miałam gotowy pomysł od kilku dni więc go zrealizowałam ;)


wtorek, 10 września 2013

Wyprawa na lwią ziemie cz.5

Wreszcie zobaczyłam koniec naszej podróży, nie mogłam oderwać wzroku od tej pięknej krainy, była obfita i urodzajna, pokryta gęstymi trawami z których łatwo można zapolować na antylope czy zebre. Faragha westchnął, rozglądając się zamyślony.
-Ach ten mój dom...Tutaj się urodziłem, ale musiałem odejść. - powiedział ze smutkiem spuszczając głowę w dół.
-Zaprowadzę cię na Lwią Skałę, chyba akurat nikt jej nie pilnuje.
-Dam już radę iść sama, oprze się o ciebie tylko. - zeskoczyłam ostrożnie z niego, spadając na cztery łapy, wyciągnęłam na chwilę pazury sprawdzając twardość ziemi, tak ta ziemia jest idealna, doskonała do pogoni za zdobyczą.
-Idziemy ? - pogonił mnie Faragha, uśmiechnęłam się i oparłam o niego, widziałam już Lwią Skałę, ale była daleko od nas.
-Jeszcze parę kroków i znów zobaczę Nalę. - powiedział Simba.
-Mogłeś już dawno ją spotkać. - powiedziałam. Faragha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział, pewnie zrozumiał że rozmawiam z duchem.
-Tak, ale teraz dopiero mnie zobaczy, dzięki temu. - Simba wskazał na medalion.

Na lwiej ziemi...
Kifo uśmiechnął się szyderczo, wyciągnął potężną łapę i złapał nią jedno z lwiątek, wbił w nie ostre pazury, zapiszczało cicho, ale zdołało obudzić resztę rodzeństwa, małe zaczęły piskać coraz głośniej, Vitani otworzyła oczy, instynktownie rzuciła się na lwa, po chwili znalazł się pod nią, wyszczerzyła kły, Kifo uśmiechnął się do niej, miał już plan, złapał ją za szyję i zaczął dusić. Vitani drasnęła go mocno w policzek, ale nie puścił pomimo bólu. Zascisnął bardziej szczęki na jej ciele, malce coraz bardziej piszczały, piski już trafiły do jaskini, Kiara wybiegła z niej szybko szybko, rzuciła się na Kifo, Vitani aż spadła na bok.
-Nic ci nie jest ? - spytała przerażona Kiara widząc krople jej krwi na ziemi. Kifo wykorzystał chwilę nie uwagi i uderzył królową lwiej ziemi w głowę, poleciała w stronę Vitani, upadając obok niej, słyszała jej ciężki oddech, mogła mieć tylko nadzieje że Kifo nie przerwał jej tchawicy. Lew podszedł do Kiary ukradkiem, zagniewana odwróciła się gwałtownie atakując go łapą z wyciągniętymi pazurami, wbiła je prosto w oko, Kifo zaryczał z bólu, Kiara wezwała tym czasem wsparcie, trzy lwice zajęły się lwiątkami, a reszta przegoniła Kifo, uciekał na pół ślepy, krzycząc coś niewyraźnie po drodze. Kiara szturchnęła Vitani, ta otworzyła lekko oczy, wpatrując się w nią.
-Będzie dobrze, wezwę Rafikiego. - powiedziała szybko Kiara.
-Gdzie moje dzieci ? - spytała półgłosem Vitani.
-Już są bezpieczne, lwice wezmą cię do nich. - Kiara pobiegła w stronę znajomego starego baobabu. Rafiki zeszedł w dół gdy tylko ją zobaczył, miał złe przeczucia.
-Chodzi o Nale ? - spytał.
-O Vitani, jest ranna. - powiedziała szybko Kiara, biegnąc już w stronę lwiej skały, Rafiki ledwo za nią nadążył, wszedł do środka oglądając Vitani.
-Mam nadzieje że się z tego wyliże. - powiedział przykucając przy niej.

_________________________________________________________________________
Wyszło trochę krótkie, ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu, za to miałam trochę weny żeby coś napisać, postaram się żeby następny rozdział był dłuższy. Szkoda że wakacje już minęły ;( byłoby więcej rozdziałów. Od kolejnego rozdziału będę pisała tylko z punktu widzenia Baridi.

sobota, 7 września 2013

Przepraszam za długą nieobecność, będę coraz rzadziej wchodziła na bloga. Spokojnie nie zawieszam go, po prostu nowe rozdziały będą pojawiały się np. co miesiąc, tydzień, dwa tygodnie; tak jak będzie mi pasowało. Może dzisiaj albo jutro coś napisze ale nie obiecuje. A przy okazji jak tam pierwszy tydzień w szkole ? U mnie były same lekcje organizacyjne.