niedziela, 26 stycznia 2014

Sen

-Spójrz na nią jest taka śliczna. - powiedziała mama, liżąc mnie lekko po głowie, wylizała mi już całe futro.
-Ale nie jest samczykiem, wiesz że chciałem syna, który mógłby mnie zastąpić. - powiedział surowo tata, patrząc na mnie jak na intruza. Wyskoczyłam z łap mamy, na widok małego stworzonka biegnącego po ziemi, chciałam się bawić, ale mama szybko wzięła mnie z powrotem, znów wylizując mi futerko.
-Mamo, już dość. - powiedziałam nie zbyt zrozumiale, byłam tak mała że dopiero uczyłam się mówić.
-Oddaj ją jakieś lwicy i postarajmy się wreszcie o syna. - tata spojrzał stanowczo na mamę, znalazłam sobie coś innego do zabawy, ucho mamy.
-Hej... - mama uśmiechnęła się, wygłupiając się ze mną. Tata stał obok z coraz bardziej skwaszoną miną.
-Czy ty mnie słuchasz ?! Nie chce jej ! - zaryczał, przestraszyłam się chowając pod łapami mamy.
-To nasza córka, jesteś jej ojcem ! - mama pokazała mu kły, nigdy nie ulegała przed lwami, była bardzo odważna, wręcz nieustraszona. Tata wyszedł z jaskini, bardzo zdenerwowany, mama przytuliła mnie do siebie, kołysząc do snu, po chwili usłyszałyśmy obie rozmowę, mama podniosła się wychodząc.
-Zostań tu maleńka. - powiedziała znikając mi z oczu, podreptałam jej śladem. Nie mogłam nadążyć, mama poszła gdzieś z ojcem. I już nie wróciła. Nigdy jej nie zobaczyłam. Po powrocie taty, stałam w wejściu "domu" uderzył mnie łapą przewracając z łatwością, złapał mnie mocno zębami, krzyczałam z całych sił... Do moich oczu dostało się światło, po chwili zorientowałam sobie że jestem w całkiem innym miejscu.
-Więc to tylko sen... - powiedziałam zaspana, poranne światło wpadało do lwiej jaskini. Rozejrzałam się po nowym domu, ani lwic, ani lwów w zasięgu wzroku. Rozciągnęłam się ziewając, wyszłam z jaskini obserwując sawannę. W oddali były lwice, polowały, żałowałam że nie jestem z nimi. Powinnam pomagać w polowaniach. Okazało się że nie tylko ja poluje, Nala i Vitani były nad wodopojem, czuła się już znacznie lepiej, wraz z nią byłą cała piątka lwiątek, uśmiechnęłam się patrząc na ich figle. Zeszłam w dół przechadzając się po lwiej ziemi, usłyszałam szelest trawy, odwróciłam głowę w tą stronę, ale nikogo nie było. Nagle wyskoczyła na mnie brązowa lwica. Zrzuciłam ją z siebie, lekko podrapała mi brzuch, wyszczerzyłam kły, ona też zawarczała, krążyłyśmy wokół siebie.
-Oddaj mi naszyjnik ! - warknęła.
-Nigdy ! - zasłoniłam go łapą. Znów świecił niebieskim światłem. Bardzo mocno, czułam jego moc. Lwica skoczyła w moim kierunku, na około mnie pojawiło się niewidzialne pole w kształcie kopuły. Lwica próbowała się przez nie dostać. Padła na ziemie zapłakana, usiadłam patrząc na nią.
-Dziwna jesteś. - powiedziałam.
-Mój ukochany nie żyję, muszę go pomścić ! - krzyknęła żałośnie. Łapy miała od krwi, starej zeschniętej krwi.
-Dlaczego chcesz mój naszyjnik ?
-Jest magiczny, słyszałam o nim, dzięki niemu można zobaczyć duchy.
-Ciekawe od kogo.
-Nie słyszałaś jak Kiara mówiła przy innych lwicach że Simba żyję ? Jest tu jako duch, a potem wspomniała o tym naszyjniku.
-Jak to ? To tajemnica.
-Już nie, aż się roi od plotek, oddaj mi go ! Potrzebuje tego kryształu ! - lwica sięgnęła łapą, ale pole nadal mnie chroniło.
-Chyba nie prędko go zdobędziesz. - powiedziałam ze spokojem: -Jesteś z stada lwiej ziemi ?
-Nie, ty też nie jesteś stąd.
-Mylisz się.
-Ach tak ?
-Tak, jestem Baridi.
-Kisasi, muszę porozmawiać z moim ukochanym.
-Jeśli nie żyję, to nie możliwe, wybacz, ale w ogóle go nie widzę, może jest wśród królów.
-Jakich królów to zwykły lew, nazywał się Roho, mówi ci to coś ?
-Nie...jestem tu nowa, nie oczekuj że będę znała każdego.
-Roho to mąż Vitani. - pojawił się Simba: -Zdradził ją.
-A gdzie teraz jest ?
-No cóż nikt tego nie wie.
-Nawet ty ?
-Nawet ja.
-Z kim ty rozmawiasz ? Z Roho ? - wtrąciła Kisasi.
-Nie i nie twój interes. - wstałam, ruszając przed siebie, niespodziewanie uderzyłam o coś. Kisasi zaczęła się śmiać, bo nie mogłam się wydostać z tej niewidzialnej kopuły.
-Utknęłaś ! Tak ci dobrze ! - krzyknęła rechocząc. Dotknęłam naszyjnika, ale nic się nie stało, zdjęłam go i nic.
-Co ja mam teraz zrobić ? - spytałam, ale nawet Simba wzruszył ramionami.

______________________________________________________________________________________________

Zapraszam do zakładki "Wygląd bohaterów", tak, wreszcie udało mi się większość z nich narysować, zostało jeszcze kilka, ale niedługo się pojawią. Taka mała niespodzianka; rozdział niezbyt ciekawy, ale potrzebny, jakby co sen naszej bohaterki to wspomnienie z przeszłości jak była lwiątkiem, będzie więcej takich wspomnień. Zmieniłam też kolor tła, bo nie było widać białych liter. Przepraszam też że nie komentowałam waszych blogów, ale ostatnio nie miałam na to czasu.