Myślę że to was zainteresuje: http://eveya-farasi.blogspot.com/2015/05/moj-ostatni-post.html
PS: Postanowiłam jednak coś napisać, żeby wam udowodnić że to co powiedziałam to prawda (szczegóły w linku powyżej, wystarczy kliknąć).
Lwica Baridi
niedziela, 3 maja 2015
sobota, 22 marca 2014
Koniec
Przykro mi ale kończę z pisaniem jakiegokolwiek bloga, mam wrażenie że nikt nie czyta już moich postów, po za tym nie mam czasu i ochoty. Chyba nawet usunę tego bloga.
Pa wszystkim. ;(
Pa wszystkim. ;(
sobota, 15 marca 2014
Na początek chcę wszystkich przeprosić że nie komentuje waszych blogów, postaram się to zmienić, ale nie martwcie się, bo czytam wszystkie nowe wpisy i muszę przyznać że są niezwykle ciekawe i wciągające. Dzięki również za 1094 wyświetlenia mojego bloga.
Niedawno wpadłam na pomysł utworzenia nowego bloga, ale najpierw chcę przeprowadzić małą ankietę, mam już gotowy prolog i 1 rozdział tutaj możecie go przeczytać: http://imageshack.com/a/img20/6885/p35t.png
Uwaga niektóre sceny mogą być brutalne. Proszę o opinię:
1. Czy podobało ci się i czy wszystko było zrozumiałe ?
2. Czy mam to kontynuować ?
3. Który blog byłby lepszy ten nowy czy ten stary ?
4. Może usunąć ten blog i skupić się tylko na tym nowym, a może zostawić ten blog i nie zakładać nowego ?
Odpowiadać możecie nawet jako anonimowi, wezmę to pod uwagę, proszę o szczerość, nawet tą najgorszą. Chcę wiedzieć czy to co piszę ma jakiś sens. Nie zrobiłam prawdziwej ankiety, bo w niej można by było wybrać tylko jedną odpowiedź, a nie byłoby możliwości napisania tego co się myśli.
Niedawno wpadłam na pomysł utworzenia nowego bloga, ale najpierw chcę przeprowadzić małą ankietę, mam już gotowy prolog i 1 rozdział tutaj możecie go przeczytać: http://imageshack.com/a/img20/6885/p35t.png
Uwaga niektóre sceny mogą być brutalne. Proszę o opinię:
1. Czy podobało ci się i czy wszystko było zrozumiałe ?
2. Czy mam to kontynuować ?
3. Który blog byłby lepszy ten nowy czy ten stary ?
4. Może usunąć ten blog i skupić się tylko na tym nowym, a może zostawić ten blog i nie zakładać nowego ?
Odpowiadać możecie nawet jako anonimowi, wezmę to pod uwagę, proszę o szczerość, nawet tą najgorszą. Chcę wiedzieć czy to co piszę ma jakiś sens. Nie zrobiłam prawdziwej ankiety, bo w niej można by było wybrać tylko jedną odpowiedź, a nie byłoby możliwości napisania tego co się myśli.
niedziela, 26 stycznia 2014
Sen
-Spójrz na nią jest taka śliczna. - powiedziała mama, liżąc mnie lekko po głowie, wylizała mi już całe futro.
-Ale nie jest samczykiem, wiesz że chciałem syna, który mógłby mnie zastąpić. - powiedział surowo tata, patrząc na mnie jak na intruza. Wyskoczyłam z łap mamy, na widok małego stworzonka biegnącego po ziemi, chciałam się bawić, ale mama szybko wzięła mnie z powrotem, znów wylizując mi futerko.
-Mamo, już dość. - powiedziałam nie zbyt zrozumiale, byłam tak mała że dopiero uczyłam się mówić.
-Oddaj ją jakieś lwicy i postarajmy się wreszcie o syna. - tata spojrzał stanowczo na mamę, znalazłam sobie coś innego do zabawy, ucho mamy.
-Hej... - mama uśmiechnęła się, wygłupiając się ze mną. Tata stał obok z coraz bardziej skwaszoną miną.
-Czy ty mnie słuchasz ?! Nie chce jej ! - zaryczał, przestraszyłam się chowając pod łapami mamy.
-To nasza córka, jesteś jej ojcem ! - mama pokazała mu kły, nigdy nie ulegała przed lwami, była bardzo odważna, wręcz nieustraszona. Tata wyszedł z jaskini, bardzo zdenerwowany, mama przytuliła mnie do siebie, kołysząc do snu, po chwili usłyszałyśmy obie rozmowę, mama podniosła się wychodząc.
-Zostań tu maleńka. - powiedziała znikając mi z oczu, podreptałam jej śladem. Nie mogłam nadążyć, mama poszła gdzieś z ojcem. I już nie wróciła. Nigdy jej nie zobaczyłam. Po powrocie taty, stałam w wejściu "domu" uderzył mnie łapą przewracając z łatwością, złapał mnie mocno zębami, krzyczałam z całych sił... Do moich oczu dostało się światło, po chwili zorientowałam sobie że jestem w całkiem innym miejscu.
-Więc to tylko sen... - powiedziałam zaspana, poranne światło wpadało do lwiej jaskini. Rozejrzałam się po nowym domu, ani lwic, ani lwów w zasięgu wzroku. Rozciągnęłam się ziewając, wyszłam z jaskini obserwując sawannę. W oddali były lwice, polowały, żałowałam że nie jestem z nimi. Powinnam pomagać w polowaniach. Okazało się że nie tylko ja poluje, Nala i Vitani były nad wodopojem, czuła się już znacznie lepiej, wraz z nią byłą cała piątka lwiątek, uśmiechnęłam się patrząc na ich figle. Zeszłam w dół przechadzając się po lwiej ziemi, usłyszałam szelest trawy, odwróciłam głowę w tą stronę, ale nikogo nie było. Nagle wyskoczyła na mnie brązowa lwica. Zrzuciłam ją z siebie, lekko podrapała mi brzuch, wyszczerzyłam kły, ona też zawarczała, krążyłyśmy wokół siebie.
-Oddaj mi naszyjnik ! - warknęła.
-Nigdy ! - zasłoniłam go łapą. Znów świecił niebieskim światłem. Bardzo mocno, czułam jego moc. Lwica skoczyła w moim kierunku, na około mnie pojawiło się niewidzialne pole w kształcie kopuły. Lwica próbowała się przez nie dostać. Padła na ziemie zapłakana, usiadłam patrząc na nią.
-Dziwna jesteś. - powiedziałam.
-Mój ukochany nie żyję, muszę go pomścić ! - krzyknęła żałośnie. Łapy miała od krwi, starej zeschniętej krwi.
-Dlaczego chcesz mój naszyjnik ?
-Jest magiczny, słyszałam o nim, dzięki niemu można zobaczyć duchy.
-Ciekawe od kogo.
-Nie słyszałaś jak Kiara mówiła przy innych lwicach że Simba żyję ? Jest tu jako duch, a potem wspomniała o tym naszyjniku.
-Jak to ? To tajemnica.
-Już nie, aż się roi od plotek, oddaj mi go ! Potrzebuje tego kryształu ! - lwica sięgnęła łapą, ale pole nadal mnie chroniło.
-Chyba nie prędko go zdobędziesz. - powiedziałam ze spokojem: -Jesteś z stada lwiej ziemi ?
-Nie, ty też nie jesteś stąd.
-Mylisz się.
-Ach tak ?
-Tak, jestem Baridi.
-Kisasi, muszę porozmawiać z moim ukochanym.
-Jeśli nie żyję, to nie możliwe, wybacz, ale w ogóle go nie widzę, może jest wśród królów.
-Jakich królów to zwykły lew, nazywał się Roho, mówi ci to coś ?
-Nie...jestem tu nowa, nie oczekuj że będę znała każdego.
-Roho to mąż Vitani. - pojawił się Simba: -Zdradził ją.
-A gdzie teraz jest ?
-No cóż nikt tego nie wie.
-Nawet ty ?
-Nawet ja.
-Z kim ty rozmawiasz ? Z Roho ? - wtrąciła Kisasi.
-Nie i nie twój interes. - wstałam, ruszając przed siebie, niespodziewanie uderzyłam o coś. Kisasi zaczęła się śmiać, bo nie mogłam się wydostać z tej niewidzialnej kopuły.
-Utknęłaś ! Tak ci dobrze ! - krzyknęła rechocząc. Dotknęłam naszyjnika, ale nic się nie stało, zdjęłam go i nic.
-Co ja mam teraz zrobić ? - spytałam, ale nawet Simba wzruszył ramionami.
______________________________________________________________________________________________
Zapraszam do zakładki "Wygląd bohaterów", tak, wreszcie udało mi się większość z nich narysować, zostało jeszcze kilka, ale niedługo się pojawią. Taka mała niespodzianka; rozdział niezbyt ciekawy, ale potrzebny, jakby co sen naszej bohaterki to wspomnienie z przeszłości jak była lwiątkiem, będzie więcej takich wspomnień. Zmieniłam też kolor tła, bo nie było widać białych liter. Przepraszam też że nie komentowałam waszych blogów, ale ostatnio nie miałam na to czasu.
-Ale nie jest samczykiem, wiesz że chciałem syna, który mógłby mnie zastąpić. - powiedział surowo tata, patrząc na mnie jak na intruza. Wyskoczyłam z łap mamy, na widok małego stworzonka biegnącego po ziemi, chciałam się bawić, ale mama szybko wzięła mnie z powrotem, znów wylizując mi futerko.
-Mamo, już dość. - powiedziałam nie zbyt zrozumiale, byłam tak mała że dopiero uczyłam się mówić.
-Oddaj ją jakieś lwicy i postarajmy się wreszcie o syna. - tata spojrzał stanowczo na mamę, znalazłam sobie coś innego do zabawy, ucho mamy.
-Hej... - mama uśmiechnęła się, wygłupiając się ze mną. Tata stał obok z coraz bardziej skwaszoną miną.
-Czy ty mnie słuchasz ?! Nie chce jej ! - zaryczał, przestraszyłam się chowając pod łapami mamy.
-To nasza córka, jesteś jej ojcem ! - mama pokazała mu kły, nigdy nie ulegała przed lwami, była bardzo odważna, wręcz nieustraszona. Tata wyszedł z jaskini, bardzo zdenerwowany, mama przytuliła mnie do siebie, kołysząc do snu, po chwili usłyszałyśmy obie rozmowę, mama podniosła się wychodząc.
-Zostań tu maleńka. - powiedziała znikając mi z oczu, podreptałam jej śladem. Nie mogłam nadążyć, mama poszła gdzieś z ojcem. I już nie wróciła. Nigdy jej nie zobaczyłam. Po powrocie taty, stałam w wejściu "domu" uderzył mnie łapą przewracając z łatwością, złapał mnie mocno zębami, krzyczałam z całych sił... Do moich oczu dostało się światło, po chwili zorientowałam sobie że jestem w całkiem innym miejscu.
-Więc to tylko sen... - powiedziałam zaspana, poranne światło wpadało do lwiej jaskini. Rozejrzałam się po nowym domu, ani lwic, ani lwów w zasięgu wzroku. Rozciągnęłam się ziewając, wyszłam z jaskini obserwując sawannę. W oddali były lwice, polowały, żałowałam że nie jestem z nimi. Powinnam pomagać w polowaniach. Okazało się że nie tylko ja poluje, Nala i Vitani były nad wodopojem, czuła się już znacznie lepiej, wraz z nią byłą cała piątka lwiątek, uśmiechnęłam się patrząc na ich figle. Zeszłam w dół przechadzając się po lwiej ziemi, usłyszałam szelest trawy, odwróciłam głowę w tą stronę, ale nikogo nie było. Nagle wyskoczyła na mnie brązowa lwica. Zrzuciłam ją z siebie, lekko podrapała mi brzuch, wyszczerzyłam kły, ona też zawarczała, krążyłyśmy wokół siebie.
-Oddaj mi naszyjnik ! - warknęła.
-Nigdy ! - zasłoniłam go łapą. Znów świecił niebieskim światłem. Bardzo mocno, czułam jego moc. Lwica skoczyła w moim kierunku, na około mnie pojawiło się niewidzialne pole w kształcie kopuły. Lwica próbowała się przez nie dostać. Padła na ziemie zapłakana, usiadłam patrząc na nią.
-Dziwna jesteś. - powiedziałam.
-Mój ukochany nie żyję, muszę go pomścić ! - krzyknęła żałośnie. Łapy miała od krwi, starej zeschniętej krwi.
-Dlaczego chcesz mój naszyjnik ?
-Jest magiczny, słyszałam o nim, dzięki niemu można zobaczyć duchy.
-Ciekawe od kogo.
-Nie słyszałaś jak Kiara mówiła przy innych lwicach że Simba żyję ? Jest tu jako duch, a potem wspomniała o tym naszyjniku.
-Jak to ? To tajemnica.
-Już nie, aż się roi od plotek, oddaj mi go ! Potrzebuje tego kryształu ! - lwica sięgnęła łapą, ale pole nadal mnie chroniło.
-Chyba nie prędko go zdobędziesz. - powiedziałam ze spokojem: -Jesteś z stada lwiej ziemi ?
-Nie, ty też nie jesteś stąd.
-Mylisz się.
-Ach tak ?
-Tak, jestem Baridi.
-Kisasi, muszę porozmawiać z moim ukochanym.
-Jeśli nie żyję, to nie możliwe, wybacz, ale w ogóle go nie widzę, może jest wśród królów.
-Jakich królów to zwykły lew, nazywał się Roho, mówi ci to coś ?
-Nie...jestem tu nowa, nie oczekuj że będę znała każdego.
-Roho to mąż Vitani. - pojawił się Simba: -Zdradził ją.
-A gdzie teraz jest ?
-No cóż nikt tego nie wie.
-Nawet ty ?
-Nawet ja.
-Z kim ty rozmawiasz ? Z Roho ? - wtrąciła Kisasi.
-Nie i nie twój interes. - wstałam, ruszając przed siebie, niespodziewanie uderzyłam o coś. Kisasi zaczęła się śmiać, bo nie mogłam się wydostać z tej niewidzialnej kopuły.
-Utknęłaś ! Tak ci dobrze ! - krzyknęła rechocząc. Dotknęłam naszyjnika, ale nic się nie stało, zdjęłam go i nic.
-Co ja mam teraz zrobić ? - spytałam, ale nawet Simba wzruszył ramionami.
______________________________________________________________________________________________
Zapraszam do zakładki "Wygląd bohaterów", tak, wreszcie udało mi się większość z nich narysować, zostało jeszcze kilka, ale niedługo się pojawią. Taka mała niespodzianka; rozdział niezbyt ciekawy, ale potrzebny, jakby co sen naszej bohaterki to wspomnienie z przeszłości jak była lwiątkiem, będzie więcej takich wspomnień. Zmieniłam też kolor tła, bo nie było widać białych liter. Przepraszam też że nie komentowałam waszych blogów, ale ostatnio nie miałam na to czasu.
niedziela, 3 listopada 2013
Upadek z drzewa
Kovu wbił pazury w pierś przeciwnika i ugryzł go w okolicy gardła, ten drasnął go potężną łapą przewracając, zaryczał potężnie, obaj znów się na siebie rzucili, atakowali tak szybko że praktycznie nie mogłam za nimi nadążyć wzrokiem. Trwało to dobre kilka minut, obaj byli ranni, a z ich ran lekko sączyła się krew. Kofu przewrócił Kovu własnym ciężarem, złapał go za grzywę dodatkowo przyciskając go łapami.
-Kovu ! - krzyknęła spanikowana Kiara, nagle rzuciła się prosto na Kifo, poturlała się z nim aż do pobliskiego drzewa uderzając w nie. Kovu podniósł się szybko, mimo licznych ran, już biegł do Kifo i Kiary.
-Stój ! Bo ona zginie ! - Kifo złapał Kiarę obejmując ją łapami wokół szyi. Wszyscy stanęli bez ruchu.
-Co teraz ? - szepnęłam do Simby, tylko on mnie usłyszał, właśnie o to mi chodziło. Simba milczał przejęty tą sytuacją.
-To ja będzie ? Poddasz się Kovu ?
-O co ci chodzi ?! - wykrzyknął król.
-O tron, o władze, o to co stracił Skaza ! Chcę całej lwiej ziemi !
-Kovu moje życie nie jest tego warte. - powiedziała ledwo Kiara, bo Kifo naciskał jej na gardło.
-Nie mów tak kochanie, jesteś dla mnie najcenniejsza.
-Uwolnię ją jeśli oddasz mi tron ! - wykrzyczał Kifo, takim głosem jakby już zwyciężył.
-Baridi cofnij się do tyłu... - powiedział Simba, zrobiłam co kazał. Kovu spojrzał na swoich poddanych, Kifo zmusił go do wyboru, albo oni i cała Lwia Ziemia, albo Kiara. Wymknęłam się z tłumu lwic, Kifo całą uwagę skupił na Kovu i sporadycznie spoglądał na lwice.
-Musisz się zakraść od tyłu, wspiąć na drzewo i wskoczyć na niego z góry. - powiedział Simba. Schowałam się wśród gęstych traw i powoli przysuwałam się w stronę wroga.
-Chwila gdzie ta biała. - zauważył Kifo, lwice wiedziały że się wymknęłam, ale milczały. Byłam już blisko drzewa.
-On usłyszy jak będę się wspinać... - wyszeptałam najciszej jak umiałam.
-Zrób to szybko.
-Lwy się od tak nie wspinają.
-Tu chodzi o życie mojej córki ! Pomogę ci jeśli zajdzie taka potrzeba.
Westchnęłam cicho, wbijając pazury w korę drzewa, na co ja się piszę ? Wspięłam się dalej, Kifo spojrzał na koronę drzewa, odwrócił się szukając mnie wzrokiem.
-To jakiś podstęp ?! Szybko mogę ją zabić więc lepiej nie kombinujcie !
Znalazłam się nad Kifo, Simba stał obok mnie.
-Tylko nie zrób nic Kiarze. - powiedział.
-Jeśli w ogóle w nich wyceluje to będzie cud, strasznie tu wysoko.
-Nie przesadzaj, skacz !
-Dobra już... - przygotowałam się lekko zesuwając z gałęzi korony, nie było już jak się cofnąć, nie skoczyłam, ale spadłam prosto na Kifo i Kiarę rozdzielając ich oboje.
-Ty wariatko ! - krzyknął Kifo, podnosząc na mnie łapę, leżałam na nim, jego łapa zatrzymała się w powietrzu i nie mógł nią ruszyć, spojrzałam na Simbe stał niedaleko, a potem na naszyjnik, świecił się. Kifo się wycofał.
-Jeszcze tu wrócę, pozabijam wam wszystkie lwiątka ! - zagroził uciekając. Kovu był już przy Kiarze.
-Nic ci nie jest ? - zapytał troskliwie ją przytulając.
-Nie, chyba nie, po za tym że trochę boli. - powiedziała uśmiechając się do Kovu. Siedzieli tak obok siebie dłuższą chwilę.
-Jakby co to Baridi, mam nadzieje że przyjmiesz ją do naszego stada. - powiedziała Kiara przedstawiając mnie wreszcie królowi, ukłoniłam się lekko, podchodząc bliżej Kovu.
-Możesz pokazać mi ten naszyjnik ? - zapytał wyciągając łapę do magicznej rzeczy.
-Dobrze, ale należy do mnie. - podałam mu naszyjnik, Kovu obejrzał go dokładnie, z podziwem dla tej rzeczy: -On jest magiczny.
-Tak to magiczny kryształ.
-Mógłbym go zatrzymać ?
-Mówiłam że należy do mnie, mam do niego prawo, bo pierwsza go znalazłam.
-Więc weź go. - Kovu oddał mi naszyjnik.
-Przyjmiesz mnie do stada ?
-To oczywiste że cię przyjmę, a za uratowanie królowej należy ci się nagroda.
-Nie, nie trzeba. - uśmiechnęłam się lekko trochę zaskoczona.
-Na pewno ?
-Powiedź mu o Vitani, potrzebuje go teraz. - powiedział Simba kiedy założyłam znów naszyjnik.
-Vitani jest ranna. - powiedziałam.
-Co ? Jak to się stało ?
-Kifo ją zaatakował, byłam przy tym, Rafiki już się nią zajął. - wyjaśniła Kiara, lwie stado szybko pobiegło na Lwią Skałę. Ja tu zostałam wraz z Simbą.
-Czy ona wyzdrowieje ? - spytałam ducha.
-Będzie dobrze, ale nie na długo.
-Jednak coś jej się stanie ?
-Mam na myśli ciebie, musisz uważać na kryształ, może się dostać w nie powołane łapy.
-Kifo...
-Nie chodzi mi o niego, chodzi o pewną lwicę.
-Lwice ? - spojrzałam zaskoczona na Simbe. Siedziałam tu jeszcze kilka minut później dopiero wróciłam na Lwią Skałę kładąc się do snu. Myślami byłam daleko, wspominałam Faraghe, wyobrażałam sobie jak jesteśmy razem pośród motyli i przytulamy się do siebie. Rozmarzona po woli zasypiałam, Kiara podeszła do mnie.
-Dzięki za uratowanie życia.
-Nie ma sprawy, Simba wpadł na ten pomysł.
-Więc dziękuje wam obojgu. - Kiara spojrzała na kryształ.
-Chcesz z nim porozmawiać ?
-Cały czas bym chciała być przy nim, z resztą nie tylko ja, mama najbardziej za nim tęskni.
-Czasami trzeba się pogodzić z śmiercią najbliższych, Simba powinien dołączyć do wielkich królów tam w niebie.
-Wiem, ale jeśli by to zrobił czułabym wielką pustkę.
-Przecież będzie na ciebie chronił tam z góry jak...yyy...
-Mufasa. - powiedział Simba.
-Jak Mufasa.
-Właśnie tata mi tyle o nim opowiadał, ale nigdy nie miałam okazji poznać dziadka.
-Poznasz go, wkrótce wszyscy tam pójdziemy.
-Złe lwy też ?
-To pytanie to trochę nie na miejscu, skąd mam to wiedzieć ?
-Masz kontakt z duchami, dlatego pytam.
-Duchy mają swoje tajemnice, które nikomu nie wyjawią. - zamknęłam oczy obracając się bok.
-Dobranoc. - powiedziała Kiara odchodząc.
__________________________________________________________________________
Przepraszam że tak długo nie pisałam i nie komentowałam waszych blogów, ale za to mam dla was niespodziankę, spróbuje dzisiaj narysować pozostałych bohaterów, a i odnowie trochę rysunek Baridi, nie wiem czy się wyrobie, ale jeśli nie to postaram się to zrobić w tym tygodniu. Rysunki będą w zakładce "Wygląd postaci".
-Kovu ! - krzyknęła spanikowana Kiara, nagle rzuciła się prosto na Kifo, poturlała się z nim aż do pobliskiego drzewa uderzając w nie. Kovu podniósł się szybko, mimo licznych ran, już biegł do Kifo i Kiary.
-Stój ! Bo ona zginie ! - Kifo złapał Kiarę obejmując ją łapami wokół szyi. Wszyscy stanęli bez ruchu.
-Co teraz ? - szepnęłam do Simby, tylko on mnie usłyszał, właśnie o to mi chodziło. Simba milczał przejęty tą sytuacją.
-To ja będzie ? Poddasz się Kovu ?
-O co ci chodzi ?! - wykrzyknął król.
-O tron, o władze, o to co stracił Skaza ! Chcę całej lwiej ziemi !
-Kovu moje życie nie jest tego warte. - powiedziała ledwo Kiara, bo Kifo naciskał jej na gardło.
-Nie mów tak kochanie, jesteś dla mnie najcenniejsza.
-Uwolnię ją jeśli oddasz mi tron ! - wykrzyczał Kifo, takim głosem jakby już zwyciężył.
-Baridi cofnij się do tyłu... - powiedział Simba, zrobiłam co kazał. Kovu spojrzał na swoich poddanych, Kifo zmusił go do wyboru, albo oni i cała Lwia Ziemia, albo Kiara. Wymknęłam się z tłumu lwic, Kifo całą uwagę skupił na Kovu i sporadycznie spoglądał na lwice.
-Musisz się zakraść od tyłu, wspiąć na drzewo i wskoczyć na niego z góry. - powiedział Simba. Schowałam się wśród gęstych traw i powoli przysuwałam się w stronę wroga.
-Chwila gdzie ta biała. - zauważył Kifo, lwice wiedziały że się wymknęłam, ale milczały. Byłam już blisko drzewa.
-On usłyszy jak będę się wspinać... - wyszeptałam najciszej jak umiałam.
-Zrób to szybko.
-Lwy się od tak nie wspinają.
-Tu chodzi o życie mojej córki ! Pomogę ci jeśli zajdzie taka potrzeba.
Westchnęłam cicho, wbijając pazury w korę drzewa, na co ja się piszę ? Wspięłam się dalej, Kifo spojrzał na koronę drzewa, odwrócił się szukając mnie wzrokiem.
-To jakiś podstęp ?! Szybko mogę ją zabić więc lepiej nie kombinujcie !
Znalazłam się nad Kifo, Simba stał obok mnie.
-Tylko nie zrób nic Kiarze. - powiedział.
-Jeśli w ogóle w nich wyceluje to będzie cud, strasznie tu wysoko.
-Nie przesadzaj, skacz !
-Dobra już... - przygotowałam się lekko zesuwając z gałęzi korony, nie było już jak się cofnąć, nie skoczyłam, ale spadłam prosto na Kifo i Kiarę rozdzielając ich oboje.
-Ty wariatko ! - krzyknął Kifo, podnosząc na mnie łapę, leżałam na nim, jego łapa zatrzymała się w powietrzu i nie mógł nią ruszyć, spojrzałam na Simbe stał niedaleko, a potem na naszyjnik, świecił się. Kifo się wycofał.
-Jeszcze tu wrócę, pozabijam wam wszystkie lwiątka ! - zagroził uciekając. Kovu był już przy Kiarze.
-Nic ci nie jest ? - zapytał troskliwie ją przytulając.
-Nie, chyba nie, po za tym że trochę boli. - powiedziała uśmiechając się do Kovu. Siedzieli tak obok siebie dłuższą chwilę.
-Jakby co to Baridi, mam nadzieje że przyjmiesz ją do naszego stada. - powiedziała Kiara przedstawiając mnie wreszcie królowi, ukłoniłam się lekko, podchodząc bliżej Kovu.
-Możesz pokazać mi ten naszyjnik ? - zapytał wyciągając łapę do magicznej rzeczy.
-Dobrze, ale należy do mnie. - podałam mu naszyjnik, Kovu obejrzał go dokładnie, z podziwem dla tej rzeczy: -On jest magiczny.
-Tak to magiczny kryształ.
-Mógłbym go zatrzymać ?
-Mówiłam że należy do mnie, mam do niego prawo, bo pierwsza go znalazłam.
-Więc weź go. - Kovu oddał mi naszyjnik.
-Przyjmiesz mnie do stada ?
-To oczywiste że cię przyjmę, a za uratowanie królowej należy ci się nagroda.
-Nie, nie trzeba. - uśmiechnęłam się lekko trochę zaskoczona.
-Na pewno ?
-Powiedź mu o Vitani, potrzebuje go teraz. - powiedział Simba kiedy założyłam znów naszyjnik.
-Vitani jest ranna. - powiedziałam.
-Co ? Jak to się stało ?
-Kifo ją zaatakował, byłam przy tym, Rafiki już się nią zajął. - wyjaśniła Kiara, lwie stado szybko pobiegło na Lwią Skałę. Ja tu zostałam wraz z Simbą.
-Czy ona wyzdrowieje ? - spytałam ducha.
-Będzie dobrze, ale nie na długo.
-Jednak coś jej się stanie ?
-Mam na myśli ciebie, musisz uważać na kryształ, może się dostać w nie powołane łapy.
-Kifo...
-Nie chodzi mi o niego, chodzi o pewną lwicę.
-Lwice ? - spojrzałam zaskoczona na Simbe. Siedziałam tu jeszcze kilka minut później dopiero wróciłam na Lwią Skałę kładąc się do snu. Myślami byłam daleko, wspominałam Faraghe, wyobrażałam sobie jak jesteśmy razem pośród motyli i przytulamy się do siebie. Rozmarzona po woli zasypiałam, Kiara podeszła do mnie.
-Dzięki za uratowanie życia.
-Nie ma sprawy, Simba wpadł na ten pomysł.
-Więc dziękuje wam obojgu. - Kiara spojrzała na kryształ.
-Chcesz z nim porozmawiać ?
-Cały czas bym chciała być przy nim, z resztą nie tylko ja, mama najbardziej za nim tęskni.
-Czasami trzeba się pogodzić z śmiercią najbliższych, Simba powinien dołączyć do wielkich królów tam w niebie.
-Wiem, ale jeśli by to zrobił czułabym wielką pustkę.
-Przecież będzie na ciebie chronił tam z góry jak...yyy...
-Mufasa. - powiedział Simba.
-Jak Mufasa.
-Właśnie tata mi tyle o nim opowiadał, ale nigdy nie miałam okazji poznać dziadka.
-Poznasz go, wkrótce wszyscy tam pójdziemy.
-Złe lwy też ?
-To pytanie to trochę nie na miejscu, skąd mam to wiedzieć ?
-Masz kontakt z duchami, dlatego pytam.
-Duchy mają swoje tajemnice, które nikomu nie wyjawią. - zamknęłam oczy obracając się bok.
-Dobranoc. - powiedziała Kiara odchodząc.
__________________________________________________________________________
Przepraszam że tak długo nie pisałam i nie komentowałam waszych blogów, ale za to mam dla was niespodziankę, spróbuje dzisiaj narysować pozostałych bohaterów, a i odnowie trochę rysunek Baridi, nie wiem czy się wyrobie, ale jeśli nie to postaram się to zrobić w tym tygodniu. Rysunki będą w zakładce "Wygląd postaci".
środa, 18 września 2013
Ciężki dzień
Zauważyłam już lwią skałę, byłam już blisko, bardzo blisko, Faragha zatrzymał się kilka metrów od niej.
-Tutaj się rozstaniemy. - powiedział oglądając się przerażony. Polizałam go po policzku (u lwów to pocałunek), cały się zarumienił.
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam, siadając na przeciw niego.
-Ja...yyy...to było miłe. - uśmiechnął się i poszedł wolno w swoją stronę. Rozmarzyłam się na chwilę, poczułam coś na swoim grzbiecie, odwróciłam głowę, coś przemknęło w wysokiej trawie.
-Kim jesteś ? - spytałam podnosząc się ciężko.
-Pytanie kim ty jesteś ? I co robisz na lwiej ziemi ? - spytał obcy głos wyłaniając się z gęstej trawy, był to pawian czy mandryl, właściwie nie ważne, ważne że to była małpa i to z laską.
-Mógłbyś mnie zaprowadzić do Nali.
-Jesteś jej znajomą ? Nie wydaje mi się.
-Chodzi o Simbę, on jest... - chwila, nie mogę mu powiedzieć że stoi obok mnie duch Simby, pewnie nie uwierzy: -....znaczy on ma dla niej wiadomość.
-Z chęcią ją przekaże.
-Wolałabym...
-Nikt obcy nie może tak po prostu wejść do środka, a zwłaszcza po tym co się stało. - pawian wskoczył na drzewo i huśtał się przez chwilę. Zignorowałam go wchodząc już na Lwią Skałę.
-A ty dokąd droga pani. - ten obcy znów tu był, przytknął mi palec do nosa.
-To ważne. - powiedziałam najpoważniej jak umiałam, wydawał się zrozumieć. Wreszcie weszłam do środka, zobaczyłam ranną lwicę, ale była za młoda na Nalę.
-Tam.. - wskazał Simba. Już chciałam podejść, ale stanęła na mojej drodze jakaś lwica.
-Słucham, co cię sprowadza na naszą ziemie ? - spytała.
-Jestem Baridi, chcę przekazać Nali pewną wiadomość.
-Jaką ?
-To jest tylko dla niej wiadomość.
-Kto pozwolił ci tu wejść ?
-Simba wymyśl coś... - szepnęłam bardzo cicho, lwica zmierzyła mnie wzrokiem.
-A ty jak się nazywasz ? - spytałam.
-Jestem Kiara, ta ziemia należy do mnie i do Kovu.
-To moja córka. - dodał Simba.
-Jesteś córką Simby ? - spytałam.
-Tak...skąd ty....
-Dobra, powiem ci prawdę, twój tata stoi obok mnie, jako duch.
-To nie możliwe... - powiedziała zamyślona Kiara.
-Zdejmij kryształ i zawieś jej na szyi, niech się przekona. - powiedział Simba, westchnęłam nie chciałam się rozstawać z tą magiczną rzeczą, podałam kryształ Kiarze.
-Załóż to, zobaczysz ojca. - powiedziałam, spojrzała na mnie i wzięła ode mnie naszyjnik, założyła go na szyi, po chwili miała przerażone oczy, jakby zobaczyła ducha, chwila, przecież zobaczyła ducha.
-Kiara czy to wszystko jest możliwe ? - spytała Nala, podniosła się lekko. Wystawały jej żebra, na prawdę wyglądała źle, Simba nie na darmo się spieszył.
-Tak....mamo..załóż go. - Kiara podała go Nali.
-Simba...Simba jesteś tu. - powiedziała zaskoczona Nala, widziałam jak podchodzi i próbuje objąć łapami niewidzialną przestrzeń.
-Moglibyście zostawić nas samych. - powiedziała po chwili Nala.
-Ale...
-Chodź. - przerwała mi Kiara, na zewnątrz było mniej ciekawie niż w środku.
-Ładnie tu. - powiedziałam patrząc na Lwią Ziemie. Ze środka dochodziły głosy Nali.
-Jak to się zaczęło ?
-Ale co ?
-No jak mój ojciec cię znalazł i jak się z tobą porozumiał, widzisz duchy ?
-Nie, skąd... - machnęłam łapą w powietrzu: -To ten kryształ pozwala je widzieć.
-Możemy go zatrzymać.
-Co to to nie, on jest mój, znalazłam go, a teraz tylko wam pożyczyłam.
-Nie denerwuj się tak, tylko spytałam, chodź pokarze ci Lwią Ziemie.
-Może kiedy indziej, jeszcze wszystko mnie boli od tego upadku. - położyłam się na ziemi opierając głowę na łapach. Kiara siedziała dalej przy mnie.
-Też bym porozmawiała z tatą, tak ostatni raz. - powiedziała sama do siebie.
Po dwóch godzinach Nala wyszła na zewnątrz, akurat wtedy zdołałam zasnąć, a teraz znów musiałam się obudzić.
-Dzięki za wszystko. - powiedziała Nala, oddając mi naszyjnik.
-Simba mnie o to prosił, a duchom się nie odmawia. - uśmiechnęłam się.
-Masz rację, mnie prosił żebym zapomniałą o wszystkim, w końcu kiedyś się spotkamy.....mam rozumieć że tu zostajesz ?
-No, właściwie to nigdzie się już nie wybieram, więc tak.
-Kiara a Kovu wie że ona tu jest ?
-Nie wie, wyjaśnię mu wszystko jak wróci z lekcji ze synem. - powiedziała Kiara, między czasie założyłam naszyjnik.
-Szybko, Kifo wrócił.
-Że kto ?
-Ostrzeż ich, Kovu z nim walczy i potrzebuje wsparcia. - powiedział szybko Simba. Obie lwice patrzyły na mnie.
-Kovu walczy z jakimś Kifo czy jakoś tak i potrzebuje wsparcia. - powiedziałam, miałam nadzieje że powtórzyłam im wszystko prawidłowo.
-Szybko ! - Kiara podniosła się na równe łapy.
Biegliśmy co tchu, byłam pierwsza, musiałam ich prowadzić, albo oddać im kryształ, ale nie było na to czasu. Znaleźliśmy się na miejscu w samym środku walki, Kovu nieźle sobie radził. Niedaleko było lwiątko, Kiara od razu ruszyła żeby pomóc małemu. Wzięła go delikatnie w pysk i przeniosła w bezpieczną odległość, lwice za mną szykowały się do ataku. Kifo powalił Kovu i wtedy dopiero lwice ruszyły mu na ratunek, było ich kilkanaście, walka była teraz nie równa.
-Idźcie stąd, ja sam będę walczył. - zaryczał Kovu, lwice go natychmiast posłuchały, przeciwnicy znów ustawili się na przeciw siebie, zawarczeli i krążyli wokół. Pierwszy ruch wykonał Kovu, bardzo gwałtowny z resztą, uderzył z całej siły Kifo, który spadł na ziemie, nawet było to słychać. Wydawało się że wygra, ale czy na pewno ?
_______________________________________________________________________________________
Tak jakoś naszło mnie na pisanie, akurat miałam gotowy pomysł od kilku dni więc go zrealizowałam ;)
-Tutaj się rozstaniemy. - powiedział oglądając się przerażony. Polizałam go po policzku (u lwów to pocałunek), cały się zarumienił.
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam, siadając na przeciw niego.
-Ja...yyy...to było miłe. - uśmiechnął się i poszedł wolno w swoją stronę. Rozmarzyłam się na chwilę, poczułam coś na swoim grzbiecie, odwróciłam głowę, coś przemknęło w wysokiej trawie.
-Kim jesteś ? - spytałam podnosząc się ciężko.
-Pytanie kim ty jesteś ? I co robisz na lwiej ziemi ? - spytał obcy głos wyłaniając się z gęstej trawy, był to pawian czy mandryl, właściwie nie ważne, ważne że to była małpa i to z laską.
-Mógłbyś mnie zaprowadzić do Nali.
-Jesteś jej znajomą ? Nie wydaje mi się.
-Chodzi o Simbę, on jest... - chwila, nie mogę mu powiedzieć że stoi obok mnie duch Simby, pewnie nie uwierzy: -....znaczy on ma dla niej wiadomość.
-Z chęcią ją przekaże.
-Wolałabym...
-Nikt obcy nie może tak po prostu wejść do środka, a zwłaszcza po tym co się stało. - pawian wskoczył na drzewo i huśtał się przez chwilę. Zignorowałam go wchodząc już na Lwią Skałę.
-A ty dokąd droga pani. - ten obcy znów tu był, przytknął mi palec do nosa.
-To ważne. - powiedziałam najpoważniej jak umiałam, wydawał się zrozumieć. Wreszcie weszłam do środka, zobaczyłam ranną lwicę, ale była za młoda na Nalę.
-Tam.. - wskazał Simba. Już chciałam podejść, ale stanęła na mojej drodze jakaś lwica.
-Słucham, co cię sprowadza na naszą ziemie ? - spytała.
-Jestem Baridi, chcę przekazać Nali pewną wiadomość.
-Jaką ?
-To jest tylko dla niej wiadomość.
-Kto pozwolił ci tu wejść ?
-Simba wymyśl coś... - szepnęłam bardzo cicho, lwica zmierzyła mnie wzrokiem.
-A ty jak się nazywasz ? - spytałam.
-Jestem Kiara, ta ziemia należy do mnie i do Kovu.
-To moja córka. - dodał Simba.
-Jesteś córką Simby ? - spytałam.
-Tak...skąd ty....
-Dobra, powiem ci prawdę, twój tata stoi obok mnie, jako duch.
-To nie możliwe... - powiedziała zamyślona Kiara.
-Zdejmij kryształ i zawieś jej na szyi, niech się przekona. - powiedział Simba, westchnęłam nie chciałam się rozstawać z tą magiczną rzeczą, podałam kryształ Kiarze.
-Załóż to, zobaczysz ojca. - powiedziałam, spojrzała na mnie i wzięła ode mnie naszyjnik, założyła go na szyi, po chwili miała przerażone oczy, jakby zobaczyła ducha, chwila, przecież zobaczyła ducha.
-Kiara czy to wszystko jest możliwe ? - spytała Nala, podniosła się lekko. Wystawały jej żebra, na prawdę wyglądała źle, Simba nie na darmo się spieszył.
-Tak....mamo..załóż go. - Kiara podała go Nali.
-Simba...Simba jesteś tu. - powiedziała zaskoczona Nala, widziałam jak podchodzi i próbuje objąć łapami niewidzialną przestrzeń.
-Moglibyście zostawić nas samych. - powiedziała po chwili Nala.
-Ale...
-Chodź. - przerwała mi Kiara, na zewnątrz było mniej ciekawie niż w środku.
-Ładnie tu. - powiedziałam patrząc na Lwią Ziemie. Ze środka dochodziły głosy Nali.
-Jak to się zaczęło ?
-Ale co ?
-No jak mój ojciec cię znalazł i jak się z tobą porozumiał, widzisz duchy ?
-Nie, skąd... - machnęłam łapą w powietrzu: -To ten kryształ pozwala je widzieć.
-Możemy go zatrzymać.
-Co to to nie, on jest mój, znalazłam go, a teraz tylko wam pożyczyłam.
-Nie denerwuj się tak, tylko spytałam, chodź pokarze ci Lwią Ziemie.
-Może kiedy indziej, jeszcze wszystko mnie boli od tego upadku. - położyłam się na ziemi opierając głowę na łapach. Kiara siedziała dalej przy mnie.
-Też bym porozmawiała z tatą, tak ostatni raz. - powiedziała sama do siebie.
Po dwóch godzinach Nala wyszła na zewnątrz, akurat wtedy zdołałam zasnąć, a teraz znów musiałam się obudzić.
-Dzięki za wszystko. - powiedziała Nala, oddając mi naszyjnik.
-Simba mnie o to prosił, a duchom się nie odmawia. - uśmiechnęłam się.
-Masz rację, mnie prosił żebym zapomniałą o wszystkim, w końcu kiedyś się spotkamy.....mam rozumieć że tu zostajesz ?
-No, właściwie to nigdzie się już nie wybieram, więc tak.
-Kiara a Kovu wie że ona tu jest ?
-Nie wie, wyjaśnię mu wszystko jak wróci z lekcji ze synem. - powiedziała Kiara, między czasie założyłam naszyjnik.
-Szybko, Kifo wrócił.
-Że kto ?
-Ostrzeż ich, Kovu z nim walczy i potrzebuje wsparcia. - powiedział szybko Simba. Obie lwice patrzyły na mnie.
-Kovu walczy z jakimś Kifo czy jakoś tak i potrzebuje wsparcia. - powiedziałam, miałam nadzieje że powtórzyłam im wszystko prawidłowo.
-Szybko ! - Kiara podniosła się na równe łapy.
Biegliśmy co tchu, byłam pierwsza, musiałam ich prowadzić, albo oddać im kryształ, ale nie było na to czasu. Znaleźliśmy się na miejscu w samym środku walki, Kovu nieźle sobie radził. Niedaleko było lwiątko, Kiara od razu ruszyła żeby pomóc małemu. Wzięła go delikatnie w pysk i przeniosła w bezpieczną odległość, lwice za mną szykowały się do ataku. Kifo powalił Kovu i wtedy dopiero lwice ruszyły mu na ratunek, było ich kilkanaście, walka była teraz nie równa.
-Idźcie stąd, ja sam będę walczył. - zaryczał Kovu, lwice go natychmiast posłuchały, przeciwnicy znów ustawili się na przeciw siebie, zawarczeli i krążyli wokół. Pierwszy ruch wykonał Kovu, bardzo gwałtowny z resztą, uderzył z całej siły Kifo, który spadł na ziemie, nawet było to słychać. Wydawało się że wygra, ale czy na pewno ?
_______________________________________________________________________________________
Tak jakoś naszło mnie na pisanie, akurat miałam gotowy pomysł od kilku dni więc go zrealizowałam ;)
wtorek, 10 września 2013
Wyprawa na lwią ziemie cz.5
Wreszcie zobaczyłam koniec naszej podróży, nie mogłam oderwać wzroku od tej pięknej krainy, była obfita i urodzajna, pokryta gęstymi trawami z których łatwo można zapolować na antylope czy zebre. Faragha westchnął, rozglądając się zamyślony.
-Ach ten mój dom...Tutaj się urodziłem, ale musiałem odejść. - powiedział ze smutkiem spuszczając głowę w dół.
-Zaprowadzę cię na Lwią Skałę, chyba akurat nikt jej nie pilnuje.
-Dam już radę iść sama, oprze się o ciebie tylko. - zeskoczyłam ostrożnie z niego, spadając na cztery łapy, wyciągnęłam na chwilę pazury sprawdzając twardość ziemi, tak ta ziemia jest idealna, doskonała do pogoni za zdobyczą.
-Idziemy ? - pogonił mnie Faragha, uśmiechnęłam się i oparłam o niego, widziałam już Lwią Skałę, ale była daleko od nas.
-Jeszcze parę kroków i znów zobaczę Nalę. - powiedział Simba.
-Mogłeś już dawno ją spotkać. - powiedziałam. Faragha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział, pewnie zrozumiał że rozmawiam z duchem.
-Tak, ale teraz dopiero mnie zobaczy, dzięki temu. - Simba wskazał na medalion.
Na lwiej ziemi...
Kifo uśmiechnął się szyderczo, wyciągnął potężną łapę i złapał nią jedno z lwiątek, wbił w nie ostre pazury, zapiszczało cicho, ale zdołało obudzić resztę rodzeństwa, małe zaczęły piskać coraz głośniej, Vitani otworzyła oczy, instynktownie rzuciła się na lwa, po chwili znalazł się pod nią, wyszczerzyła kły, Kifo uśmiechnął się do niej, miał już plan, złapał ją za szyję i zaczął dusić. Vitani drasnęła go mocno w policzek, ale nie puścił pomimo bólu. Zascisnął bardziej szczęki na jej ciele, malce coraz bardziej piszczały, piski już trafiły do jaskini, Kiara wybiegła z niej szybko szybko, rzuciła się na Kifo, Vitani aż spadła na bok.
-Nic ci nie jest ? - spytała przerażona Kiara widząc krople jej krwi na ziemi. Kifo wykorzystał chwilę nie uwagi i uderzył królową lwiej ziemi w głowę, poleciała w stronę Vitani, upadając obok niej, słyszała jej ciężki oddech, mogła mieć tylko nadzieje że Kifo nie przerwał jej tchawicy. Lew podszedł do Kiary ukradkiem, zagniewana odwróciła się gwałtownie atakując go łapą z wyciągniętymi pazurami, wbiła je prosto w oko, Kifo zaryczał z bólu, Kiara wezwała tym czasem wsparcie, trzy lwice zajęły się lwiątkami, a reszta przegoniła Kifo, uciekał na pół ślepy, krzycząc coś niewyraźnie po drodze. Kiara szturchnęła Vitani, ta otworzyła lekko oczy, wpatrując się w nią.
-Będzie dobrze, wezwę Rafikiego. - powiedziała szybko Kiara.
-Gdzie moje dzieci ? - spytała półgłosem Vitani.
-Już są bezpieczne, lwice wezmą cię do nich. - Kiara pobiegła w stronę znajomego starego baobabu. Rafiki zeszedł w dół gdy tylko ją zobaczył, miał złe przeczucia.
-Chodzi o Nale ? - spytał.
-O Vitani, jest ranna. - powiedziała szybko Kiara, biegnąc już w stronę lwiej skały, Rafiki ledwo za nią nadążył, wszedł do środka oglądając Vitani.
-Mam nadzieje że się z tego wyliże. - powiedział przykucając przy niej.
_________________________________________________________________________
Wyszło trochę krótkie, ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu, za to miałam trochę weny żeby coś napisać, postaram się żeby następny rozdział był dłuższy. Szkoda że wakacje już minęły ;( byłoby więcej rozdziałów. Od kolejnego rozdziału będę pisała tylko z punktu widzenia Baridi.
-Ach ten mój dom...Tutaj się urodziłem, ale musiałem odejść. - powiedział ze smutkiem spuszczając głowę w dół.
-Zaprowadzę cię na Lwią Skałę, chyba akurat nikt jej nie pilnuje.
-Dam już radę iść sama, oprze się o ciebie tylko. - zeskoczyłam ostrożnie z niego, spadając na cztery łapy, wyciągnęłam na chwilę pazury sprawdzając twardość ziemi, tak ta ziemia jest idealna, doskonała do pogoni za zdobyczą.
-Idziemy ? - pogonił mnie Faragha, uśmiechnęłam się i oparłam o niego, widziałam już Lwią Skałę, ale była daleko od nas.
-Jeszcze parę kroków i znów zobaczę Nalę. - powiedział Simba.
-Mogłeś już dawno ją spotkać. - powiedziałam. Faragha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział, pewnie zrozumiał że rozmawiam z duchem.
-Tak, ale teraz dopiero mnie zobaczy, dzięki temu. - Simba wskazał na medalion.
Na lwiej ziemi...
Kifo uśmiechnął się szyderczo, wyciągnął potężną łapę i złapał nią jedno z lwiątek, wbił w nie ostre pazury, zapiszczało cicho, ale zdołało obudzić resztę rodzeństwa, małe zaczęły piskać coraz głośniej, Vitani otworzyła oczy, instynktownie rzuciła się na lwa, po chwili znalazł się pod nią, wyszczerzyła kły, Kifo uśmiechnął się do niej, miał już plan, złapał ją za szyję i zaczął dusić. Vitani drasnęła go mocno w policzek, ale nie puścił pomimo bólu. Zascisnął bardziej szczęki na jej ciele, malce coraz bardziej piszczały, piski już trafiły do jaskini, Kiara wybiegła z niej szybko szybko, rzuciła się na Kifo, Vitani aż spadła na bok.
-Nic ci nie jest ? - spytała przerażona Kiara widząc krople jej krwi na ziemi. Kifo wykorzystał chwilę nie uwagi i uderzył królową lwiej ziemi w głowę, poleciała w stronę Vitani, upadając obok niej, słyszała jej ciężki oddech, mogła mieć tylko nadzieje że Kifo nie przerwał jej tchawicy. Lew podszedł do Kiary ukradkiem, zagniewana odwróciła się gwałtownie atakując go łapą z wyciągniętymi pazurami, wbiła je prosto w oko, Kifo zaryczał z bólu, Kiara wezwała tym czasem wsparcie, trzy lwice zajęły się lwiątkami, a reszta przegoniła Kifo, uciekał na pół ślepy, krzycząc coś niewyraźnie po drodze. Kiara szturchnęła Vitani, ta otworzyła lekko oczy, wpatrując się w nią.
-Będzie dobrze, wezwę Rafikiego. - powiedziała szybko Kiara.
-Gdzie moje dzieci ? - spytała półgłosem Vitani.
-Już są bezpieczne, lwice wezmą cię do nich. - Kiara pobiegła w stronę znajomego starego baobabu. Rafiki zeszedł w dół gdy tylko ją zobaczył, miał złe przeczucia.
-Chodzi o Nale ? - spytał.
-O Vitani, jest ranna. - powiedziała szybko Kiara, biegnąc już w stronę lwiej skały, Rafiki ledwo za nią nadążył, wszedł do środka oglądając Vitani.
-Mam nadzieje że się z tego wyliże. - powiedział przykucając przy niej.
_________________________________________________________________________
Wyszło trochę krótkie, ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu, za to miałam trochę weny żeby coś napisać, postaram się żeby następny rozdział był dłuższy. Szkoda że wakacje już minęły ;( byłoby więcej rozdziałów. Od kolejnego rozdziału będę pisała tylko z punktu widzenia Baridi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)