Kovu wbił pazury w pierś przeciwnika i ugryzł go w okolicy gardła, ten drasnął go potężną łapą przewracając, zaryczał potężnie, obaj znów się na siebie rzucili, atakowali tak szybko że praktycznie nie mogłam za nimi nadążyć wzrokiem. Trwało to dobre kilka minut, obaj byli ranni, a z ich ran lekko sączyła się krew. Kofu przewrócił Kovu własnym ciężarem, złapał go za grzywę dodatkowo przyciskając go łapami.
-Kovu ! - krzyknęła spanikowana Kiara, nagle rzuciła się prosto na Kifo, poturlała się z nim aż do pobliskiego drzewa uderzając w nie. Kovu podniósł się szybko, mimo licznych ran, już biegł do Kifo i Kiary.
-Stój ! Bo ona zginie ! - Kifo złapał Kiarę obejmując ją łapami wokół szyi. Wszyscy stanęli bez ruchu.
-Co teraz ? - szepnęłam do Simby, tylko on mnie usłyszał, właśnie o to mi chodziło. Simba milczał przejęty tą sytuacją.
-To ja będzie ? Poddasz się Kovu ?
-O co ci chodzi ?! - wykrzyknął król.
-O tron, o władze, o to co stracił Skaza ! Chcę całej lwiej ziemi !
-Kovu moje życie nie jest tego warte. - powiedziała ledwo Kiara, bo Kifo naciskał jej na gardło.
-Nie mów tak kochanie, jesteś dla mnie najcenniejsza.
-Uwolnię ją jeśli oddasz mi tron ! - wykrzyczał Kifo, takim głosem jakby już zwyciężył.
-Baridi cofnij się do tyłu... - powiedział Simba, zrobiłam co kazał. Kovu spojrzał na swoich poddanych, Kifo zmusił go do wyboru, albo oni i cała Lwia Ziemia, albo Kiara. Wymknęłam się z tłumu lwic, Kifo całą uwagę skupił na Kovu i sporadycznie spoglądał na lwice.
-Musisz się zakraść od tyłu, wspiąć na drzewo i wskoczyć na niego z góry. - powiedział Simba. Schowałam się wśród gęstych traw i powoli przysuwałam się w stronę wroga.
-Chwila gdzie ta biała. - zauważył Kifo, lwice wiedziały że się wymknęłam, ale milczały. Byłam już blisko drzewa.
-On usłyszy jak będę się wspinać... - wyszeptałam najciszej jak umiałam.
-Zrób to szybko.
-Lwy się od tak nie wspinają.
-Tu chodzi o życie mojej córki ! Pomogę ci jeśli zajdzie taka potrzeba.
Westchnęłam cicho, wbijając pazury w korę drzewa, na co ja się piszę ? Wspięłam się dalej, Kifo spojrzał na koronę drzewa, odwrócił się szukając mnie wzrokiem.
-To jakiś podstęp ?! Szybko mogę ją zabić więc lepiej nie kombinujcie !
Znalazłam się nad Kifo, Simba stał obok mnie.
-Tylko nie zrób nic Kiarze. - powiedział.
-Jeśli w ogóle w nich wyceluje to będzie cud, strasznie tu wysoko.
-Nie przesadzaj, skacz !
-Dobra już... - przygotowałam się lekko zesuwając z gałęzi korony, nie było już jak się cofnąć, nie skoczyłam, ale spadłam prosto na Kifo i Kiarę rozdzielając ich oboje.
-Ty wariatko ! - krzyknął Kifo, podnosząc na mnie łapę, leżałam na nim, jego łapa zatrzymała się w powietrzu i nie mógł nią ruszyć, spojrzałam na Simbe stał niedaleko, a potem na naszyjnik, świecił się. Kifo się wycofał.
-Jeszcze tu wrócę, pozabijam wam wszystkie lwiątka ! - zagroził uciekając. Kovu był już przy Kiarze.
-Nic ci nie jest ? - zapytał troskliwie ją przytulając.
-Nie, chyba nie, po za tym że trochę boli. - powiedziała uśmiechając się do Kovu. Siedzieli tak obok siebie dłuższą chwilę.
-Jakby co to Baridi, mam nadzieje że przyjmiesz ją do naszego stada. - powiedziała Kiara przedstawiając mnie wreszcie królowi, ukłoniłam się lekko, podchodząc bliżej Kovu.
-Możesz pokazać mi ten naszyjnik ? - zapytał wyciągając łapę do magicznej rzeczy.
-Dobrze, ale należy do mnie. - podałam mu naszyjnik, Kovu obejrzał go dokładnie, z podziwem dla tej rzeczy: -On jest magiczny.
-Tak to magiczny kryształ.
-Mógłbym go zatrzymać ?
-Mówiłam że należy do mnie, mam do niego prawo, bo pierwsza go znalazłam.
-Więc weź go. - Kovu oddał mi naszyjnik.
-Przyjmiesz mnie do stada ?
-To oczywiste że cię przyjmę, a za uratowanie królowej należy ci się nagroda.
-Nie, nie trzeba. - uśmiechnęłam się lekko trochę zaskoczona.
-Na pewno ?
-Powiedź mu o Vitani, potrzebuje go teraz. - powiedział Simba kiedy założyłam znów naszyjnik.
-Vitani jest ranna. - powiedziałam.
-Co ? Jak to się stało ?
-Kifo ją zaatakował, byłam przy tym, Rafiki już się nią zajął. - wyjaśniła Kiara, lwie stado szybko pobiegło na Lwią Skałę. Ja tu zostałam wraz z Simbą.
-Czy ona wyzdrowieje ? - spytałam ducha.
-Będzie dobrze, ale nie na długo.
-Jednak coś jej się stanie ?
-Mam na myśli ciebie, musisz uważać na kryształ, może się dostać w nie powołane łapy.
-Kifo...
-Nie chodzi mi o niego, chodzi o pewną lwicę.
-Lwice ? - spojrzałam zaskoczona na Simbe. Siedziałam tu jeszcze kilka minut później dopiero wróciłam na Lwią Skałę kładąc się do snu. Myślami byłam daleko, wspominałam Faraghe, wyobrażałam sobie jak jesteśmy razem pośród motyli i przytulamy się do siebie. Rozmarzona po woli zasypiałam, Kiara podeszła do mnie.
-Dzięki za uratowanie życia.
-Nie ma sprawy, Simba wpadł na ten pomysł.
-Więc dziękuje wam obojgu. - Kiara spojrzała na kryształ.
-Chcesz z nim porozmawiać ?
-Cały czas bym chciała być przy nim, z resztą nie tylko ja, mama najbardziej za nim tęskni.
-Czasami trzeba się pogodzić z śmiercią najbliższych, Simba powinien dołączyć do wielkich królów tam w niebie.
-Wiem, ale jeśli by to zrobił czułabym wielką pustkę.
-Przecież będzie na ciebie chronił tam z góry jak...yyy...
-Mufasa. - powiedział Simba.
-Jak Mufasa.
-Właśnie tata mi tyle o nim opowiadał, ale nigdy nie miałam okazji poznać dziadka.
-Poznasz go, wkrótce wszyscy tam pójdziemy.
-Złe lwy też ?
-To pytanie to trochę nie na miejscu, skąd mam to wiedzieć ?
-Masz kontakt z duchami, dlatego pytam.
-Duchy mają swoje tajemnice, które nikomu nie wyjawią. - zamknęłam oczy obracając się bok.
-Dobranoc. - powiedziała Kiara odchodząc.
__________________________________________________________________________
Przepraszam że tak długo nie pisałam i nie komentowałam waszych blogów, ale za to mam dla was niespodziankę, spróbuje dzisiaj narysować pozostałych bohaterów, a i odnowie trochę rysunek Baridi, nie wiem czy się wyrobie, ale jeśli nie to postaram się to zrobić w tym tygodniu. Rysunki będą w zakładce "Wygląd postaci".
niedziela, 3 listopada 2013
środa, 18 września 2013
Ciężki dzień
Zauważyłam już lwią skałę, byłam już blisko, bardzo blisko, Faragha zatrzymał się kilka metrów od niej.
-Tutaj się rozstaniemy. - powiedział oglądając się przerażony. Polizałam go po policzku (u lwów to pocałunek), cały się zarumienił.
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam, siadając na przeciw niego.
-Ja...yyy...to było miłe. - uśmiechnął się i poszedł wolno w swoją stronę. Rozmarzyłam się na chwilę, poczułam coś na swoim grzbiecie, odwróciłam głowę, coś przemknęło w wysokiej trawie.
-Kim jesteś ? - spytałam podnosząc się ciężko.
-Pytanie kim ty jesteś ? I co robisz na lwiej ziemi ? - spytał obcy głos wyłaniając się z gęstej trawy, był to pawian czy mandryl, właściwie nie ważne, ważne że to była małpa i to z laską.
-Mógłbyś mnie zaprowadzić do Nali.
-Jesteś jej znajomą ? Nie wydaje mi się.
-Chodzi o Simbę, on jest... - chwila, nie mogę mu powiedzieć że stoi obok mnie duch Simby, pewnie nie uwierzy: -....znaczy on ma dla niej wiadomość.
-Z chęcią ją przekaże.
-Wolałabym...
-Nikt obcy nie może tak po prostu wejść do środka, a zwłaszcza po tym co się stało. - pawian wskoczył na drzewo i huśtał się przez chwilę. Zignorowałam go wchodząc już na Lwią Skałę.
-A ty dokąd droga pani. - ten obcy znów tu był, przytknął mi palec do nosa.
-To ważne. - powiedziałam najpoważniej jak umiałam, wydawał się zrozumieć. Wreszcie weszłam do środka, zobaczyłam ranną lwicę, ale była za młoda na Nalę.
-Tam.. - wskazał Simba. Już chciałam podejść, ale stanęła na mojej drodze jakaś lwica.
-Słucham, co cię sprowadza na naszą ziemie ? - spytała.
-Jestem Baridi, chcę przekazać Nali pewną wiadomość.
-Jaką ?
-To jest tylko dla niej wiadomość.
-Kto pozwolił ci tu wejść ?
-Simba wymyśl coś... - szepnęłam bardzo cicho, lwica zmierzyła mnie wzrokiem.
-A ty jak się nazywasz ? - spytałam.
-Jestem Kiara, ta ziemia należy do mnie i do Kovu.
-To moja córka. - dodał Simba.
-Jesteś córką Simby ? - spytałam.
-Tak...skąd ty....
-Dobra, powiem ci prawdę, twój tata stoi obok mnie, jako duch.
-To nie możliwe... - powiedziała zamyślona Kiara.
-Zdejmij kryształ i zawieś jej na szyi, niech się przekona. - powiedział Simba, westchnęłam nie chciałam się rozstawać z tą magiczną rzeczą, podałam kryształ Kiarze.
-Załóż to, zobaczysz ojca. - powiedziałam, spojrzała na mnie i wzięła ode mnie naszyjnik, założyła go na szyi, po chwili miała przerażone oczy, jakby zobaczyła ducha, chwila, przecież zobaczyła ducha.
-Kiara czy to wszystko jest możliwe ? - spytała Nala, podniosła się lekko. Wystawały jej żebra, na prawdę wyglądała źle, Simba nie na darmo się spieszył.
-Tak....mamo..załóż go. - Kiara podała go Nali.
-Simba...Simba jesteś tu. - powiedziała zaskoczona Nala, widziałam jak podchodzi i próbuje objąć łapami niewidzialną przestrzeń.
-Moglibyście zostawić nas samych. - powiedziała po chwili Nala.
-Ale...
-Chodź. - przerwała mi Kiara, na zewnątrz było mniej ciekawie niż w środku.
-Ładnie tu. - powiedziałam patrząc na Lwią Ziemie. Ze środka dochodziły głosy Nali.
-Jak to się zaczęło ?
-Ale co ?
-No jak mój ojciec cię znalazł i jak się z tobą porozumiał, widzisz duchy ?
-Nie, skąd... - machnęłam łapą w powietrzu: -To ten kryształ pozwala je widzieć.
-Możemy go zatrzymać.
-Co to to nie, on jest mój, znalazłam go, a teraz tylko wam pożyczyłam.
-Nie denerwuj się tak, tylko spytałam, chodź pokarze ci Lwią Ziemie.
-Może kiedy indziej, jeszcze wszystko mnie boli od tego upadku. - położyłam się na ziemi opierając głowę na łapach. Kiara siedziała dalej przy mnie.
-Też bym porozmawiała z tatą, tak ostatni raz. - powiedziała sama do siebie.
Po dwóch godzinach Nala wyszła na zewnątrz, akurat wtedy zdołałam zasnąć, a teraz znów musiałam się obudzić.
-Dzięki za wszystko. - powiedziała Nala, oddając mi naszyjnik.
-Simba mnie o to prosił, a duchom się nie odmawia. - uśmiechnęłam się.
-Masz rację, mnie prosił żebym zapomniałą o wszystkim, w końcu kiedyś się spotkamy.....mam rozumieć że tu zostajesz ?
-No, właściwie to nigdzie się już nie wybieram, więc tak.
-Kiara a Kovu wie że ona tu jest ?
-Nie wie, wyjaśnię mu wszystko jak wróci z lekcji ze synem. - powiedziała Kiara, między czasie założyłam naszyjnik.
-Szybko, Kifo wrócił.
-Że kto ?
-Ostrzeż ich, Kovu z nim walczy i potrzebuje wsparcia. - powiedział szybko Simba. Obie lwice patrzyły na mnie.
-Kovu walczy z jakimś Kifo czy jakoś tak i potrzebuje wsparcia. - powiedziałam, miałam nadzieje że powtórzyłam im wszystko prawidłowo.
-Szybko ! - Kiara podniosła się na równe łapy.
Biegliśmy co tchu, byłam pierwsza, musiałam ich prowadzić, albo oddać im kryształ, ale nie było na to czasu. Znaleźliśmy się na miejscu w samym środku walki, Kovu nieźle sobie radził. Niedaleko było lwiątko, Kiara od razu ruszyła żeby pomóc małemu. Wzięła go delikatnie w pysk i przeniosła w bezpieczną odległość, lwice za mną szykowały się do ataku. Kifo powalił Kovu i wtedy dopiero lwice ruszyły mu na ratunek, było ich kilkanaście, walka była teraz nie równa.
-Idźcie stąd, ja sam będę walczył. - zaryczał Kovu, lwice go natychmiast posłuchały, przeciwnicy znów ustawili się na przeciw siebie, zawarczeli i krążyli wokół. Pierwszy ruch wykonał Kovu, bardzo gwałtowny z resztą, uderzył z całej siły Kifo, który spadł na ziemie, nawet było to słychać. Wydawało się że wygra, ale czy na pewno ?
_______________________________________________________________________________________
Tak jakoś naszło mnie na pisanie, akurat miałam gotowy pomysł od kilku dni więc go zrealizowałam ;)
-Tutaj się rozstaniemy. - powiedział oglądając się przerażony. Polizałam go po policzku (u lwów to pocałunek), cały się zarumienił.
-Dzięki za pomoc. - powiedziałam, siadając na przeciw niego.
-Ja...yyy...to było miłe. - uśmiechnął się i poszedł wolno w swoją stronę. Rozmarzyłam się na chwilę, poczułam coś na swoim grzbiecie, odwróciłam głowę, coś przemknęło w wysokiej trawie.
-Kim jesteś ? - spytałam podnosząc się ciężko.
-Pytanie kim ty jesteś ? I co robisz na lwiej ziemi ? - spytał obcy głos wyłaniając się z gęstej trawy, był to pawian czy mandryl, właściwie nie ważne, ważne że to była małpa i to z laską.
-Mógłbyś mnie zaprowadzić do Nali.
-Jesteś jej znajomą ? Nie wydaje mi się.
-Chodzi o Simbę, on jest... - chwila, nie mogę mu powiedzieć że stoi obok mnie duch Simby, pewnie nie uwierzy: -....znaczy on ma dla niej wiadomość.
-Z chęcią ją przekaże.
-Wolałabym...
-Nikt obcy nie może tak po prostu wejść do środka, a zwłaszcza po tym co się stało. - pawian wskoczył na drzewo i huśtał się przez chwilę. Zignorowałam go wchodząc już na Lwią Skałę.
-A ty dokąd droga pani. - ten obcy znów tu był, przytknął mi palec do nosa.
-To ważne. - powiedziałam najpoważniej jak umiałam, wydawał się zrozumieć. Wreszcie weszłam do środka, zobaczyłam ranną lwicę, ale była za młoda na Nalę.
-Tam.. - wskazał Simba. Już chciałam podejść, ale stanęła na mojej drodze jakaś lwica.
-Słucham, co cię sprowadza na naszą ziemie ? - spytała.
-Jestem Baridi, chcę przekazać Nali pewną wiadomość.
-Jaką ?
-To jest tylko dla niej wiadomość.
-Kto pozwolił ci tu wejść ?
-Simba wymyśl coś... - szepnęłam bardzo cicho, lwica zmierzyła mnie wzrokiem.
-A ty jak się nazywasz ? - spytałam.
-Jestem Kiara, ta ziemia należy do mnie i do Kovu.
-To moja córka. - dodał Simba.
-Jesteś córką Simby ? - spytałam.
-Tak...skąd ty....
-Dobra, powiem ci prawdę, twój tata stoi obok mnie, jako duch.
-To nie możliwe... - powiedziała zamyślona Kiara.
-Zdejmij kryształ i zawieś jej na szyi, niech się przekona. - powiedział Simba, westchnęłam nie chciałam się rozstawać z tą magiczną rzeczą, podałam kryształ Kiarze.
-Załóż to, zobaczysz ojca. - powiedziałam, spojrzała na mnie i wzięła ode mnie naszyjnik, założyła go na szyi, po chwili miała przerażone oczy, jakby zobaczyła ducha, chwila, przecież zobaczyła ducha.
-Kiara czy to wszystko jest możliwe ? - spytała Nala, podniosła się lekko. Wystawały jej żebra, na prawdę wyglądała źle, Simba nie na darmo się spieszył.
-Tak....mamo..załóż go. - Kiara podała go Nali.
-Simba...Simba jesteś tu. - powiedziała zaskoczona Nala, widziałam jak podchodzi i próbuje objąć łapami niewidzialną przestrzeń.
-Moglibyście zostawić nas samych. - powiedziała po chwili Nala.
-Ale...
-Chodź. - przerwała mi Kiara, na zewnątrz było mniej ciekawie niż w środku.
-Ładnie tu. - powiedziałam patrząc na Lwią Ziemie. Ze środka dochodziły głosy Nali.
-Jak to się zaczęło ?
-Ale co ?
-No jak mój ojciec cię znalazł i jak się z tobą porozumiał, widzisz duchy ?
-Nie, skąd... - machnęłam łapą w powietrzu: -To ten kryształ pozwala je widzieć.
-Możemy go zatrzymać.
-Co to to nie, on jest mój, znalazłam go, a teraz tylko wam pożyczyłam.
-Nie denerwuj się tak, tylko spytałam, chodź pokarze ci Lwią Ziemie.
-Może kiedy indziej, jeszcze wszystko mnie boli od tego upadku. - położyłam się na ziemi opierając głowę na łapach. Kiara siedziała dalej przy mnie.
-Też bym porozmawiała z tatą, tak ostatni raz. - powiedziała sama do siebie.
Po dwóch godzinach Nala wyszła na zewnątrz, akurat wtedy zdołałam zasnąć, a teraz znów musiałam się obudzić.
-Dzięki za wszystko. - powiedziała Nala, oddając mi naszyjnik.
-Simba mnie o to prosił, a duchom się nie odmawia. - uśmiechnęłam się.
-Masz rację, mnie prosił żebym zapomniałą o wszystkim, w końcu kiedyś się spotkamy.....mam rozumieć że tu zostajesz ?
-No, właściwie to nigdzie się już nie wybieram, więc tak.
-Kiara a Kovu wie że ona tu jest ?
-Nie wie, wyjaśnię mu wszystko jak wróci z lekcji ze synem. - powiedziała Kiara, między czasie założyłam naszyjnik.
-Szybko, Kifo wrócił.
-Że kto ?
-Ostrzeż ich, Kovu z nim walczy i potrzebuje wsparcia. - powiedział szybko Simba. Obie lwice patrzyły na mnie.
-Kovu walczy z jakimś Kifo czy jakoś tak i potrzebuje wsparcia. - powiedziałam, miałam nadzieje że powtórzyłam im wszystko prawidłowo.
-Szybko ! - Kiara podniosła się na równe łapy.
Biegliśmy co tchu, byłam pierwsza, musiałam ich prowadzić, albo oddać im kryształ, ale nie było na to czasu. Znaleźliśmy się na miejscu w samym środku walki, Kovu nieźle sobie radził. Niedaleko było lwiątko, Kiara od razu ruszyła żeby pomóc małemu. Wzięła go delikatnie w pysk i przeniosła w bezpieczną odległość, lwice za mną szykowały się do ataku. Kifo powalił Kovu i wtedy dopiero lwice ruszyły mu na ratunek, było ich kilkanaście, walka była teraz nie równa.
-Idźcie stąd, ja sam będę walczył. - zaryczał Kovu, lwice go natychmiast posłuchały, przeciwnicy znów ustawili się na przeciw siebie, zawarczeli i krążyli wokół. Pierwszy ruch wykonał Kovu, bardzo gwałtowny z resztą, uderzył z całej siły Kifo, który spadł na ziemie, nawet było to słychać. Wydawało się że wygra, ale czy na pewno ?
_______________________________________________________________________________________
Tak jakoś naszło mnie na pisanie, akurat miałam gotowy pomysł od kilku dni więc go zrealizowałam ;)
wtorek, 10 września 2013
Wyprawa na lwią ziemie cz.5
Wreszcie zobaczyłam koniec naszej podróży, nie mogłam oderwać wzroku od tej pięknej krainy, była obfita i urodzajna, pokryta gęstymi trawami z których łatwo można zapolować na antylope czy zebre. Faragha westchnął, rozglądając się zamyślony.
-Ach ten mój dom...Tutaj się urodziłem, ale musiałem odejść. - powiedział ze smutkiem spuszczając głowę w dół.
-Zaprowadzę cię na Lwią Skałę, chyba akurat nikt jej nie pilnuje.
-Dam już radę iść sama, oprze się o ciebie tylko. - zeskoczyłam ostrożnie z niego, spadając na cztery łapy, wyciągnęłam na chwilę pazury sprawdzając twardość ziemi, tak ta ziemia jest idealna, doskonała do pogoni za zdobyczą.
-Idziemy ? - pogonił mnie Faragha, uśmiechnęłam się i oparłam o niego, widziałam już Lwią Skałę, ale była daleko od nas.
-Jeszcze parę kroków i znów zobaczę Nalę. - powiedział Simba.
-Mogłeś już dawno ją spotkać. - powiedziałam. Faragha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział, pewnie zrozumiał że rozmawiam z duchem.
-Tak, ale teraz dopiero mnie zobaczy, dzięki temu. - Simba wskazał na medalion.
Na lwiej ziemi...
Kifo uśmiechnął się szyderczo, wyciągnął potężną łapę i złapał nią jedno z lwiątek, wbił w nie ostre pazury, zapiszczało cicho, ale zdołało obudzić resztę rodzeństwa, małe zaczęły piskać coraz głośniej, Vitani otworzyła oczy, instynktownie rzuciła się na lwa, po chwili znalazł się pod nią, wyszczerzyła kły, Kifo uśmiechnął się do niej, miał już plan, złapał ją za szyję i zaczął dusić. Vitani drasnęła go mocno w policzek, ale nie puścił pomimo bólu. Zascisnął bardziej szczęki na jej ciele, malce coraz bardziej piszczały, piski już trafiły do jaskini, Kiara wybiegła z niej szybko szybko, rzuciła się na Kifo, Vitani aż spadła na bok.
-Nic ci nie jest ? - spytała przerażona Kiara widząc krople jej krwi na ziemi. Kifo wykorzystał chwilę nie uwagi i uderzył królową lwiej ziemi w głowę, poleciała w stronę Vitani, upadając obok niej, słyszała jej ciężki oddech, mogła mieć tylko nadzieje że Kifo nie przerwał jej tchawicy. Lew podszedł do Kiary ukradkiem, zagniewana odwróciła się gwałtownie atakując go łapą z wyciągniętymi pazurami, wbiła je prosto w oko, Kifo zaryczał z bólu, Kiara wezwała tym czasem wsparcie, trzy lwice zajęły się lwiątkami, a reszta przegoniła Kifo, uciekał na pół ślepy, krzycząc coś niewyraźnie po drodze. Kiara szturchnęła Vitani, ta otworzyła lekko oczy, wpatrując się w nią.
-Będzie dobrze, wezwę Rafikiego. - powiedziała szybko Kiara.
-Gdzie moje dzieci ? - spytała półgłosem Vitani.
-Już są bezpieczne, lwice wezmą cię do nich. - Kiara pobiegła w stronę znajomego starego baobabu. Rafiki zeszedł w dół gdy tylko ją zobaczył, miał złe przeczucia.
-Chodzi o Nale ? - spytał.
-O Vitani, jest ranna. - powiedziała szybko Kiara, biegnąc już w stronę lwiej skały, Rafiki ledwo za nią nadążył, wszedł do środka oglądając Vitani.
-Mam nadzieje że się z tego wyliże. - powiedział przykucając przy niej.
_________________________________________________________________________
Wyszło trochę krótkie, ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu, za to miałam trochę weny żeby coś napisać, postaram się żeby następny rozdział był dłuższy. Szkoda że wakacje już minęły ;( byłoby więcej rozdziałów. Od kolejnego rozdziału będę pisała tylko z punktu widzenia Baridi.
-Ach ten mój dom...Tutaj się urodziłem, ale musiałem odejść. - powiedział ze smutkiem spuszczając głowę w dół.
-Zaprowadzę cię na Lwią Skałę, chyba akurat nikt jej nie pilnuje.
-Dam już radę iść sama, oprze się o ciebie tylko. - zeskoczyłam ostrożnie z niego, spadając na cztery łapy, wyciągnęłam na chwilę pazury sprawdzając twardość ziemi, tak ta ziemia jest idealna, doskonała do pogoni za zdobyczą.
-Idziemy ? - pogonił mnie Faragha, uśmiechnęłam się i oparłam o niego, widziałam już Lwią Skałę, ale była daleko od nas.
-Jeszcze parę kroków i znów zobaczę Nalę. - powiedział Simba.
-Mogłeś już dawno ją spotkać. - powiedziałam. Faragha spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział, pewnie zrozumiał że rozmawiam z duchem.
-Tak, ale teraz dopiero mnie zobaczy, dzięki temu. - Simba wskazał na medalion.
Na lwiej ziemi...
Kifo uśmiechnął się szyderczo, wyciągnął potężną łapę i złapał nią jedno z lwiątek, wbił w nie ostre pazury, zapiszczało cicho, ale zdołało obudzić resztę rodzeństwa, małe zaczęły piskać coraz głośniej, Vitani otworzyła oczy, instynktownie rzuciła się na lwa, po chwili znalazł się pod nią, wyszczerzyła kły, Kifo uśmiechnął się do niej, miał już plan, złapał ją za szyję i zaczął dusić. Vitani drasnęła go mocno w policzek, ale nie puścił pomimo bólu. Zascisnął bardziej szczęki na jej ciele, malce coraz bardziej piszczały, piski już trafiły do jaskini, Kiara wybiegła z niej szybko szybko, rzuciła się na Kifo, Vitani aż spadła na bok.
-Nic ci nie jest ? - spytała przerażona Kiara widząc krople jej krwi na ziemi. Kifo wykorzystał chwilę nie uwagi i uderzył królową lwiej ziemi w głowę, poleciała w stronę Vitani, upadając obok niej, słyszała jej ciężki oddech, mogła mieć tylko nadzieje że Kifo nie przerwał jej tchawicy. Lew podszedł do Kiary ukradkiem, zagniewana odwróciła się gwałtownie atakując go łapą z wyciągniętymi pazurami, wbiła je prosto w oko, Kifo zaryczał z bólu, Kiara wezwała tym czasem wsparcie, trzy lwice zajęły się lwiątkami, a reszta przegoniła Kifo, uciekał na pół ślepy, krzycząc coś niewyraźnie po drodze. Kiara szturchnęła Vitani, ta otworzyła lekko oczy, wpatrując się w nią.
-Będzie dobrze, wezwę Rafikiego. - powiedziała szybko Kiara.
-Gdzie moje dzieci ? - spytała półgłosem Vitani.
-Już są bezpieczne, lwice wezmą cię do nich. - Kiara pobiegła w stronę znajomego starego baobabu. Rafiki zeszedł w dół gdy tylko ją zobaczył, miał złe przeczucia.
-Chodzi o Nale ? - spytał.
-O Vitani, jest ranna. - powiedziała szybko Kiara, biegnąc już w stronę lwiej skały, Rafiki ledwo za nią nadążył, wszedł do środka oglądając Vitani.
-Mam nadzieje że się z tego wyliże. - powiedział przykucając przy niej.
_________________________________________________________________________
Wyszło trochę krótkie, ale nie miałam dzisiaj za bardzo czasu, za to miałam trochę weny żeby coś napisać, postaram się żeby następny rozdział był dłuższy. Szkoda że wakacje już minęły ;( byłoby więcej rozdziałów. Od kolejnego rozdziału będę pisała tylko z punktu widzenia Baridi.
sobota, 7 września 2013
Przepraszam za długą nieobecność, będę coraz rzadziej wchodziła na bloga. Spokojnie nie zawieszam go, po prostu nowe rozdziały będą pojawiały się np. co miesiąc, tydzień, dwa tygodnie; tak jak będzie mi pasowało. Może dzisiaj albo jutro coś napisze ale nie obiecuje. A przy okazji jak tam pierwszy tydzień w szkole ? U mnie były same lekcje organizacyjne.
piątek, 23 sierpnia 2013
Wyprawa na lwią ziemie cz.4
Simba się niecierpliwił, minęły już dwa dni, a ja nadal nie mogłam namówić Faraghe do współpracy, kiedy tylko wspominałam o Lwiej Ziemi to odchodził i nie chciał ze mną rozmawiać. Gdybym mogła się tam jakoś doczołgać, niestety ranny mi na to nie pozwalały.
-Szkoda że nie można od razu wyzdrowieć. - powiedziałam pod nosem.
-To nawet nie jest zły pomysł, użyj kryształu, może pomoże. - podsunął mi pomysł Simba, spojrzałam na naszyjnik.
-Coś ty, on mnie nie uleczy. - powiedziałam.
-Może jednak. - Simba poruszył kryształem, zaczął świecić, zdziwiłam się, Faragha który wracał z polowania stanął jak wryty, kryształ zaczął się unosić.
-To ty robisz ? - spojrzałam na Simbe, był skupiony.
-Nie wiedziałam że duchy emanują jakąś energią. - powiedziałam sama do siebie.
Na lwiej ziemi...
Nala leżała nadal w jaskini na Lwiej Skale, do środka weszła Kiara, wtuliła się w matkę, nie namawiała jej już do niczego, to nie odnosiło skutku, mogła tylko z nią trochę pobyć, bo już nawet nie odzywała się do nikogo, tak bardzo przeżyła śmierć ukochanego Simby. Niedaleko stąd na baobabie siedział Rafiki, przygotowywał farbę, zamoczył w niej palce gdy farba była już gotowa, jednym machnięciem namalował Nale u boku Simby, który był już zmazany, tak jak wszystkie lwy które odeszły. Nie wszyscy byli dzisiaj smutni Jester który nie widział na oczy dziadka niczym się dzisiaj nie przejmował bawił się z lwiątkami, które urodziła Vitani, musiał być ostrożny, bo to jeszcze maleństwa, Vitani była blisko wesołej gromadki, miała oko na lwiątka które baraszkowały z nowym przyjacielem, ciągle się przewracały i potykały o własne łapki, otworzyły już oczka, ale nie potrafiły jeszcze mówić, co najwyżej miauknąć, albo prychnąć gdy coś im się nie podobało. Kovu towarzyszył siostrze, chciał ją wspierać, w końcu straciła Roho, którego kochała.
-Nie idziesz do Kiary ? - spytała.
-Pewnie jest zajęta, z resztą wkrótce się spotkamy, musimy omówić królewskie sprawy. - powiedział Kovu.
-Tato...! - krzyknął Jester, Vitani i Kovu spojrzeli na księcia, Sawa trzymała go za ucho tak jakby myślała że to jedzenie.
-Pewnie są głodne. - Vitani się podniosła, maleństwa podreptały do niej, przepychając się do mleka. Pierwszy był jak zwykle Yangu. Jester podszedł do taty przytulając się do niego.
-Tato pójdziemy gdzieś razem. - spytał.
-No dobrze, do zobaczenia Vitani. - powiedział Kovu odchodząc z synem.
-Gdzie chciałbyś pójść ? - spytał.
-Właściwie to chciałbym nauczyć się polować. - powiedział książę.
-To dobrze trafiłeś synku, jestem tutaj mistrzem. - pochwalił się Kovu.
-Serio ?
-Tak, może kiedyś mi dorównasz. - król rozczochrał trochę grzywkę księcia.
U Baridi...
Faragha osłupiał już do reszty, chyba nawet zobaczył Simbe, bo ukłonił się nisko przerażony.
-To chyba nie tak miało działać. - powiedziałam.
-Faragha chciałbym żebyś mi pomógł, pomożesz Baridi dostać się na Lwią Ziemie. - powiedział Simba królewskim tonem. Faragha podniósł wzrok patrząc na ducha.
-Ale ja nie mogę.... - powiedział próbując ukryć strach.
-To rozkaz. - Simba zaczął znikać, a kryształ przestał już świecić.
-Co się dzieje ? - spytałam.
-Chyba wyczerpałem całą energie.... - Simba zniknął już do reszty, tak że nawet ja go nie widziałam. Faragha podszedł do mnie.
-Nie mogę pójść na Lwią Ziemie, bo jestem zły, skrzywdziłem jedną lwicę ze stada i jak ona mnie tam zobaczy to...to aż strach pomyśleć.
-Ty zły ? - spytałam z niedowierzaniem.
-Może nie dosłownie, ale jednak.
-Powiedź co takiego zrobiłeś tej lwicy.
-Zabiłem jej lwiątko i ona to widziała, tłumaczyłem że to wypadek, ale...
-Nie uwierzyła ?
-No właśnie.
-Ale to był wypadek ?
-Był, a co ty też nie wierzysz ?
-No dobra, to jak to się stało ?
-Lwiątko bawiło się w gęstej trawię, a ja byłem strasznie głodny, myślałem że to jakieś małe zwierzątko, rzuciłem się tam na to lwiątko no i zginęło w moich szczękach, byłem przerażony i uciekłem, serio myślałem że to jakaś zwierzyna. - Faragha odwrócił się kiedy do jego oczu spłynęły łzy.
-Na prawdę mi przykro, może pomożesz mi dojść pod samą granice Lwiej Ziemi ?
-A co dalej ?
-Dalej zaczekam na jakiegoś lwa, który pomoże mi dostać się na Lwią Skałę.
-To wcale nie taki głupi pomysł. - Faragha wziął mnie na grzbiet, był na prawdę silnym lwem, choć młodym. I tak wyruszyliśmy w dalszą podróż.
Na lwiej ziemi...
Kovu pokazywał synowi techniki łowieckie, tą lekcją lwiątko było zachwycone, nawet próbowało naśladować ojca. Vitani tymczasem umyła swoje skarby i zaniosła je po kolei na górę, na Lwią Skałę. Otuliła lwiątka łapami i zasnęła. W pobliżu był jakiś obcy lew, to właśnie on namówił hieny żeby wdarły się na Lwią Ziemie, nie był on sojusznikiem Skazy, po prostu go naśladował, kiedy rządził Skaza był małym lwiątkiem, w jego oczach zły władca był ideałem. Lew o który mowa miał na imię Kifo, jego imię oznaczało "śmierć" doskonalę mu pasowało, bo zabił wiele lwów i wciąż nie miał dosyć, wszedł na Lwią Skałę, nikt nie wiedział o jego obecności, zbliżył się do lwiątek Vitani, które spały tak samo jak i ona.
_________________________________________________________________________________
Będzie jeszcze piąta część, a potem już rozdział o nowym tytule. A co do zakładki bohaterowie zamieniłam ją na "Wygląd postaci". Niedługo dodam tam lwiątka i nowe lwy, które się pojawiły, jeszcze nie wiem, ale prawdopodobnie narysuje je, chyba że znajdę odpowiednie zdjęcia w internecie.
-Szkoda że nie można od razu wyzdrowieć. - powiedziałam pod nosem.
-To nawet nie jest zły pomysł, użyj kryształu, może pomoże. - podsunął mi pomysł Simba, spojrzałam na naszyjnik.
-Coś ty, on mnie nie uleczy. - powiedziałam.
-Może jednak. - Simba poruszył kryształem, zaczął świecić, zdziwiłam się, Faragha który wracał z polowania stanął jak wryty, kryształ zaczął się unosić.
-To ty robisz ? - spojrzałam na Simbe, był skupiony.
-Nie wiedziałam że duchy emanują jakąś energią. - powiedziałam sama do siebie.
Na lwiej ziemi...
Nala leżała nadal w jaskini na Lwiej Skale, do środka weszła Kiara, wtuliła się w matkę, nie namawiała jej już do niczego, to nie odnosiło skutku, mogła tylko z nią trochę pobyć, bo już nawet nie odzywała się do nikogo, tak bardzo przeżyła śmierć ukochanego Simby. Niedaleko stąd na baobabie siedział Rafiki, przygotowywał farbę, zamoczył w niej palce gdy farba była już gotowa, jednym machnięciem namalował Nale u boku Simby, który był już zmazany, tak jak wszystkie lwy które odeszły. Nie wszyscy byli dzisiaj smutni Jester który nie widział na oczy dziadka niczym się dzisiaj nie przejmował bawił się z lwiątkami, które urodziła Vitani, musiał być ostrożny, bo to jeszcze maleństwa, Vitani była blisko wesołej gromadki, miała oko na lwiątka które baraszkowały z nowym przyjacielem, ciągle się przewracały i potykały o własne łapki, otworzyły już oczka, ale nie potrafiły jeszcze mówić, co najwyżej miauknąć, albo prychnąć gdy coś im się nie podobało. Kovu towarzyszył siostrze, chciał ją wspierać, w końcu straciła Roho, którego kochała.
-Nie idziesz do Kiary ? - spytała.
-Pewnie jest zajęta, z resztą wkrótce się spotkamy, musimy omówić królewskie sprawy. - powiedział Kovu.
-Tato...! - krzyknął Jester, Vitani i Kovu spojrzeli na księcia, Sawa trzymała go za ucho tak jakby myślała że to jedzenie.
-Pewnie są głodne. - Vitani się podniosła, maleństwa podreptały do niej, przepychając się do mleka. Pierwszy był jak zwykle Yangu. Jester podszedł do taty przytulając się do niego.
-Tato pójdziemy gdzieś razem. - spytał.
-No dobrze, do zobaczenia Vitani. - powiedział Kovu odchodząc z synem.
-Gdzie chciałbyś pójść ? - spytał.
-Właściwie to chciałbym nauczyć się polować. - powiedział książę.
-To dobrze trafiłeś synku, jestem tutaj mistrzem. - pochwalił się Kovu.
-Serio ?
-Tak, może kiedyś mi dorównasz. - król rozczochrał trochę grzywkę księcia.
U Baridi...
Faragha osłupiał już do reszty, chyba nawet zobaczył Simbe, bo ukłonił się nisko przerażony.
-To chyba nie tak miało działać. - powiedziałam.
-Faragha chciałbym żebyś mi pomógł, pomożesz Baridi dostać się na Lwią Ziemie. - powiedział Simba królewskim tonem. Faragha podniósł wzrok patrząc na ducha.
-Ale ja nie mogę.... - powiedział próbując ukryć strach.
-To rozkaz. - Simba zaczął znikać, a kryształ przestał już świecić.
-Co się dzieje ? - spytałam.
-Chyba wyczerpałem całą energie.... - Simba zniknął już do reszty, tak że nawet ja go nie widziałam. Faragha podszedł do mnie.
-Nie mogę pójść na Lwią Ziemie, bo jestem zły, skrzywdziłem jedną lwicę ze stada i jak ona mnie tam zobaczy to...to aż strach pomyśleć.
-Ty zły ? - spytałam z niedowierzaniem.
-Może nie dosłownie, ale jednak.
-Powiedź co takiego zrobiłeś tej lwicy.
-Zabiłem jej lwiątko i ona to widziała, tłumaczyłem że to wypadek, ale...
-Nie uwierzyła ?
-No właśnie.
-Ale to był wypadek ?
-Był, a co ty też nie wierzysz ?
-No dobra, to jak to się stało ?
-Lwiątko bawiło się w gęstej trawię, a ja byłem strasznie głodny, myślałem że to jakieś małe zwierzątko, rzuciłem się tam na to lwiątko no i zginęło w moich szczękach, byłem przerażony i uciekłem, serio myślałem że to jakaś zwierzyna. - Faragha odwrócił się kiedy do jego oczu spłynęły łzy.
-Na prawdę mi przykro, może pomożesz mi dojść pod samą granice Lwiej Ziemi ?
-A co dalej ?
-Dalej zaczekam na jakiegoś lwa, który pomoże mi dostać się na Lwią Skałę.
-To wcale nie taki głupi pomysł. - Faragha wziął mnie na grzbiet, był na prawdę silnym lwem, choć młodym. I tak wyruszyliśmy w dalszą podróż.
Na lwiej ziemi...
Kovu pokazywał synowi techniki łowieckie, tą lekcją lwiątko było zachwycone, nawet próbowało naśladować ojca. Vitani tymczasem umyła swoje skarby i zaniosła je po kolei na górę, na Lwią Skałę. Otuliła lwiątka łapami i zasnęła. W pobliżu był jakiś obcy lew, to właśnie on namówił hieny żeby wdarły się na Lwią Ziemie, nie był on sojusznikiem Skazy, po prostu go naśladował, kiedy rządził Skaza był małym lwiątkiem, w jego oczach zły władca był ideałem. Lew o który mowa miał na imię Kifo, jego imię oznaczało "śmierć" doskonalę mu pasowało, bo zabił wiele lwów i wciąż nie miał dosyć, wszedł na Lwią Skałę, nikt nie wiedział o jego obecności, zbliżył się do lwiątek Vitani, które spały tak samo jak i ona.
_________________________________________________________________________________
Będzie jeszcze piąta część, a potem już rozdział o nowym tytule. A co do zakładki bohaterowie zamieniłam ją na "Wygląd postaci". Niedługo dodam tam lwiątka i nowe lwy, które się pojawiły, jeszcze nie wiem, ale prawdopodobnie narysuje je, chyba że znajdę odpowiednie zdjęcia w internecie.
środa, 21 sierpnia 2013
Wyprawa na lwią ziemie cz.3
Obudziłam się w południe, otworzyłam ciężko oczy i ziewnęłam podnosząc się z niechęcią, uznałam że czas już iść. Ci obcy nadal tu byli, wiedziałam że będzie ciężko ich ominąć.
-Simba jesteś ? - szepnęłam, obce lwy były za drzewami, szukały mnie. Czekałam aż duch wreszcie się pojawi.
-Simba....hej gdzie jesteś ? - szepnęłam ponownie, poszłam w przeciwną stronę niż Lwia Ziemia, musiałam sama jakoś wyminąć te lwy, kiedy przechodziłam nad stawem w środku dżungli zobaczyłam że nie ma mojego wisiorka na szyi. O nie...dlatego nie widzę Simby, gdzie on może być ? Obce lwy go nie miały, zgubić go raczej też nie mogłam, przed zaśnięciem miałam go na szyi. Coś błysnęło w koronach drzew.
-Hej to moje ! - krzyknęłam do małpy, która bawiła się cennym naszyjnikiem. Spojrzała na mnie i zaczęła uciekać.
-Proszę oddaj to ! - obiełam drzewo łapami i wyciągnęłam zaostrzone pazury, miałam zamiar się tam wdrapać. Ześlizgiwałam się z drzewa, ale musiałam się tam dostać, to nie było mądre ze strony lwa, który normalnie nie wspinałby się na drzewa. Małpa przeskoczyła już na drugie z drzew.
-Stój ! - biegłam nad nią, ranna łapa wciąż mnie bolała. Dobiegłam do przepaści, małpa zaczęła się ze mnie nabijać, skakała na gałęzi, wyciągnęła swoją dłoń nad przepaść trzymała w niej kryształ.
-O nie, nawet nie próbuj go tam puścić. - krzyknęłam. Małpa uśmiechnęła się pokazując mi zęby, pohuśtała się na gałązce i puściła naszyjnik, zaczął spadać w przepaść odruchowo skoczyłam i go złapałam, poleciałam jednak w dół.
-Tego to ja chyba nie przeżyje. - szepnęłam przerażona zamykając oczy, czułam powietrze przewiewające mi sierść, spadłam prosto do wody, która zabrała mnie na brzeg, po upadku byłam nieprzytomna, pamiętam tylko że z całych sił trzymałam w łapach kryształ.
Na lwiej ziemi...
Vitani przez kilka następnych dni oddalała się od stada, chciała jakoś zapomnieć o zdradzie swego męża. Poczuła coś dziwnego, musiała się położyć. Już wiedziała co ją czeka. Jedynym światkiem był Zazu, podleciał do siostry króla zobaczyć czy wszystko w porządku.
-Zawołaj Rafikiego !
-To znaczy że....
-Tak, rodzę ! - krzyknęła Vitani, próbowała powstrzymać się od krzyku, była daleko od Lwiej Skały i bała się że coś się może tutaj stać lwiątką. Słyszała Rafikiego, na szczęście przybył na czas i szybko odebrał poród. Dopiero po przyjściu maluchów na świat Vitani zauważyła Jestera jak dreptał zaskoczony w jej stronę. Rafiki położył malce między łapami świżo upieczonej matki, były takie malutkie, już Jester w porównaniu do nich był duży.
-Jakie one śliczne, wreszczie będę się miał z kim bawić ! - podskoczył wesoło syn Kovu.
-Spokojnie, one są jeszcze malutkie. - Vitani polizała swoje skarby po łepkach, nie chciała już myśleć o Roho, ukrywała smutek przed swoimi maleństwami, w końcu cieszyła się że już przyszły na świat.
-Jak je nazwiesz ? No, jak ? - spytał zniecierpliwy Jester.
-Jeszcze nie wiem, gdzie jest twój tata ? Pozwolił ci pójść aż tutaj ?
-No......
-Tak jak myślałam, kolejne rozbrykanę lwiątko. - Vitani pogłaskała łapą małego, i przytuliła swoje dzieci, było ich pięć, cztery samiczki i jeden samczyk. Tylko on miał czarne futro zapewne po swoim dziadku od strony ojca. Dwie lwiczki były kremowe, jedna była jasno szara, czwarta miała idętyczny kolor jak Vitani.
-Ciebie nazwę Muhuri. - powiedziała Vitani do szarej.
-A ty będziesz Yangu. - wskazała na syna.
-Mogę teraz ja ? Mogę ? - Jester aż podskakiwał. Vitani pokiwała głową uśmiechając się do małego.
-To może...Risasi. - powiedział Jester patrząc na jedną z kremowych samiczek.
-A drugą nazwiemy Sawa. - dodała Vitani, nazwała tak lwiątko podobne do niej: -Twoja kolej Jester.
-No dobrze, to ostatnią nazwę.....
-Kwanza ? - spytał Kovu, zaskoczeni odwrócili się.
-Tato co tu robisz ? - spytał Jester.
-Zazu mi powiedział że twoja ciocia rodzi zanim jeszcze poleciał po Rafikiego. - wyjaśnił Kovu.
-No nareszcie się obudziłaś. - uśmiechnął się do mnie jakiś młody czarnogrzywy lew, miał ciemnozłotą sierść i zielone oczy, był ode mnie nieco młodszy, wpatrywałam się w niego, chyba się zakochałam.
-Jestem Faragha, długo spałaś.
-Czyli ile ?
-Kilka dni.
-Zaraz.... - złapałam się łapą za szyję: -Gdzie mój naszyjnik ?! Gdzie on jest ? - rozejrzałam się panicznie.
-Mówisz o tym. - Faragha podał mi magiczną rzecz.
-Tak ! - wzięłam gwałtownie od niego naszyjnik i powiesiłam z powrotem na szyję.
-Dużo dla ciebie znaczy, prawie się zabiłaś, myślę że ktoś ci pomógł że wpadłaś akurat do wody.
-Ciekawe kto ?
-Pewnie weźmiesz mnie za wariata, ale czasami myślę że oni tu są, ci wszyscy którzy już odeszli.
-Czyli że duchy ? - spytałam.
-Tak...
-Znam jednego ducha, ale więcej ci nie powiem, bo nie wiem czy mogę ci ufać. Jestem Baridi.
-Miło mi.
-Muszę ruszać w dalszą podróż. - usiłowałam się podnieść.
-Nie dasz rady, ja mogę cię tam zanieść, jestem silny i odważny, więc to dla mnie pestka, to gdzie idziemy ?
-Na Lwią Ziemie.
Faragha spojrzał na mnie przerażony, przecież nie powiedziałam nic takiego.
-Tam nie pójdę, nie mogę. - odszedł ode mnie na kilka metrów i siad przygnębiony patrząc w dół.
-Ale dlaczego ? - spytałam. Faragha położył się i już nic nie powiedział.
-Musisz go przekonać żeby cię zabrał, albo chociaż pomógł ci iść. - pojawił się Simba.
-Chyba będziemy musieli zaczekać aż poczuje się lepiej.
-Nie mogę czekać, z Nalą jest coraz gorzej, ona musi żyć.
____________________________________________________________________
Dziękuje za każdy komentarz, one na prawdę zachęcają do dalszego pisania :) Myślę że usunę zakładkę bohaterowie, bo nie za bardzo chce mi się ją prowadzić, jak sądzicie usunąć tą zakładkę ? A może dodać jakąś nową ?
-Simba jesteś ? - szepnęłam, obce lwy były za drzewami, szukały mnie. Czekałam aż duch wreszcie się pojawi.
-Simba....hej gdzie jesteś ? - szepnęłam ponownie, poszłam w przeciwną stronę niż Lwia Ziemia, musiałam sama jakoś wyminąć te lwy, kiedy przechodziłam nad stawem w środku dżungli zobaczyłam że nie ma mojego wisiorka na szyi. O nie...dlatego nie widzę Simby, gdzie on może być ? Obce lwy go nie miały, zgubić go raczej też nie mogłam, przed zaśnięciem miałam go na szyi. Coś błysnęło w koronach drzew.
-Hej to moje ! - krzyknęłam do małpy, która bawiła się cennym naszyjnikiem. Spojrzała na mnie i zaczęła uciekać.
-Proszę oddaj to ! - obiełam drzewo łapami i wyciągnęłam zaostrzone pazury, miałam zamiar się tam wdrapać. Ześlizgiwałam się z drzewa, ale musiałam się tam dostać, to nie było mądre ze strony lwa, który normalnie nie wspinałby się na drzewa. Małpa przeskoczyła już na drugie z drzew.
-Stój ! - biegłam nad nią, ranna łapa wciąż mnie bolała. Dobiegłam do przepaści, małpa zaczęła się ze mnie nabijać, skakała na gałęzi, wyciągnęła swoją dłoń nad przepaść trzymała w niej kryształ.
-O nie, nawet nie próbuj go tam puścić. - krzyknęłam. Małpa uśmiechnęła się pokazując mi zęby, pohuśtała się na gałązce i puściła naszyjnik, zaczął spadać w przepaść odruchowo skoczyłam i go złapałam, poleciałam jednak w dół.
-Tego to ja chyba nie przeżyje. - szepnęłam przerażona zamykając oczy, czułam powietrze przewiewające mi sierść, spadłam prosto do wody, która zabrała mnie na brzeg, po upadku byłam nieprzytomna, pamiętam tylko że z całych sił trzymałam w łapach kryształ.
Na lwiej ziemi...
Vitani przez kilka następnych dni oddalała się od stada, chciała jakoś zapomnieć o zdradzie swego męża. Poczuła coś dziwnego, musiała się położyć. Już wiedziała co ją czeka. Jedynym światkiem był Zazu, podleciał do siostry króla zobaczyć czy wszystko w porządku.
-Zawołaj Rafikiego !
-To znaczy że....
-Tak, rodzę ! - krzyknęła Vitani, próbowała powstrzymać się od krzyku, była daleko od Lwiej Skały i bała się że coś się może tutaj stać lwiątką. Słyszała Rafikiego, na szczęście przybył na czas i szybko odebrał poród. Dopiero po przyjściu maluchów na świat Vitani zauważyła Jestera jak dreptał zaskoczony w jej stronę. Rafiki położył malce między łapami świżo upieczonej matki, były takie malutkie, już Jester w porównaniu do nich był duży.
-Jakie one śliczne, wreszczie będę się miał z kim bawić ! - podskoczył wesoło syn Kovu.
-Spokojnie, one są jeszcze malutkie. - Vitani polizała swoje skarby po łepkach, nie chciała już myśleć o Roho, ukrywała smutek przed swoimi maleństwami, w końcu cieszyła się że już przyszły na świat.
-Jak je nazwiesz ? No, jak ? - spytał zniecierpliwy Jester.
-Jeszcze nie wiem, gdzie jest twój tata ? Pozwolił ci pójść aż tutaj ?
-No......
-Tak jak myślałam, kolejne rozbrykanę lwiątko. - Vitani pogłaskała łapą małego, i przytuliła swoje dzieci, było ich pięć, cztery samiczki i jeden samczyk. Tylko on miał czarne futro zapewne po swoim dziadku od strony ojca. Dwie lwiczki były kremowe, jedna była jasno szara, czwarta miała idętyczny kolor jak Vitani.
-Ciebie nazwę Muhuri. - powiedziała Vitani do szarej.
-A ty będziesz Yangu. - wskazała na syna.
-Mogę teraz ja ? Mogę ? - Jester aż podskakiwał. Vitani pokiwała głową uśmiechając się do małego.
-To może...Risasi. - powiedział Jester patrząc na jedną z kremowych samiczek.
-A drugą nazwiemy Sawa. - dodała Vitani, nazwała tak lwiątko podobne do niej: -Twoja kolej Jester.
-No dobrze, to ostatnią nazwę.....
-Kwanza ? - spytał Kovu, zaskoczeni odwrócili się.
-Tato co tu robisz ? - spytał Jester.
-Zazu mi powiedział że twoja ciocia rodzi zanim jeszcze poleciał po Rafikiego. - wyjaśnił Kovu.
U Baridi...
Zaczęłam się budzić, byłam w zupełnie obcym miejscu, chciałam wstać, ale poczułam ból i zrezygnowałam z tego.-No nareszcie się obudziłaś. - uśmiechnął się do mnie jakiś młody czarnogrzywy lew, miał ciemnozłotą sierść i zielone oczy, był ode mnie nieco młodszy, wpatrywałam się w niego, chyba się zakochałam.
-Jestem Faragha, długo spałaś.
-Czyli ile ?
-Kilka dni.
-Zaraz.... - złapałam się łapą za szyję: -Gdzie mój naszyjnik ?! Gdzie on jest ? - rozejrzałam się panicznie.
-Mówisz o tym. - Faragha podał mi magiczną rzecz.
-Tak ! - wzięłam gwałtownie od niego naszyjnik i powiesiłam z powrotem na szyję.
-Dużo dla ciebie znaczy, prawie się zabiłaś, myślę że ktoś ci pomógł że wpadłaś akurat do wody.
-Ciekawe kto ?
-Pewnie weźmiesz mnie za wariata, ale czasami myślę że oni tu są, ci wszyscy którzy już odeszli.
-Czyli że duchy ? - spytałam.
-Tak...
-Znam jednego ducha, ale więcej ci nie powiem, bo nie wiem czy mogę ci ufać. Jestem Baridi.
-Miło mi.
-Muszę ruszać w dalszą podróż. - usiłowałam się podnieść.
-Nie dasz rady, ja mogę cię tam zanieść, jestem silny i odważny, więc to dla mnie pestka, to gdzie idziemy ?
-Na Lwią Ziemie.
Faragha spojrzał na mnie przerażony, przecież nie powiedziałam nic takiego.
-Tam nie pójdę, nie mogę. - odszedł ode mnie na kilka metrów i siad przygnębiony patrząc w dół.
-Ale dlaczego ? - spytałam. Faragha położył się i już nic nie powiedział.
-Musisz go przekonać żeby cię zabrał, albo chociaż pomógł ci iść. - pojawił się Simba.
-Chyba będziemy musieli zaczekać aż poczuje się lepiej.
-Nie mogę czekać, z Nalą jest coraz gorzej, ona musi żyć.
____________________________________________________________________
Dziękuje za każdy komentarz, one na prawdę zachęcają do dalszego pisania :) Myślę że usunę zakładkę bohaterowie, bo nie za bardzo chce mi się ją prowadzić, jak sądzicie usunąć tą zakładkę ? A może dodać jakąś nową ?
wtorek, 20 sierpnia 2013
Wyprawa na lwią ziemie cz.2
Łapy zaczęły mnie już boleć, minęło kilka godzin, a do Lwiej Ziemi było jeszcze daleko, Simba szedł w milczeniu, ja coś nuciłam pod nosem. Nagle się zatrzymaliśmy, Simba spojrzał na mnie przerażony.
-Musisz uciekać. - powiedział.
-Ale przed czym ?
-Tam, widzisz te lwy.
-To tylko jakieś stado mieszkające tutaj, nic nam nie zrobią. - przypomniałam sobie że Simba jest duchem: Znaczy mi, bo tobie nie da się nic zrobić. - poprawiłam.
-Mylisz się Baridi, te lwy nie są przyjazne, pójdziemy inną drogą.
-Za pewne dłuższą drogą.
-Może i tak, ale bezpieczniejszą.
-Ja się tam lwów nie boję, popatrz... - poszłam na przód w stronę obcych: -Hej wy tam, jak się macie ? - zawołałam.
-Nie rób tego, zawracaj ! - Simba pojawił się przede mną, ominęłam go, lwy zaczęły się do mnie uśmiechać, ale jakoś tak dziwnie, zatrzymałam się.
-Wszystko z wami w porządku ? - spytałam. Wszyscy nagle się podnieśli i rzucili na mnie, jakoś się im wyrwałam. Uciekałam jak najszybciej się dało, mój naszyjnik zahaczył o gałąź zatrzymując mnie gwałtownie, tak że upadłam na ziemie, a naszyjnik zerwał tą gałąź. Lwy były na około mnie, słyszałam jak się śmieją.
-Dawaj to ! - powiedział jeden z nich zrywając ze mnie kryształ.
-Nie ! Oddajcie ! - zawarczałam, rzuciłam się w szale na lwa, który trzymał mój skarb. Reszta się mocno tym zdziwiła, odebrałam naszyjnik i co sił pobiegłam dalej w stronę Lwiej Ziemi.
-Dobra prowadź. - powiedziałam do ducha, po kilku metrach opadłam z sił.
-Jesteś ranna. - zauważył Simba. Obejrzałam się za siebie, te lwy za mną poszły. Podniosłam się lekko na łapach, a oni już tym czasem tu doszli.
-Pomóż mi ! - spojrzałam na Simbę.
-Nic nie mogę zrobić. - powiedział smutno, jeden z lwów złapał mnie za kark.
-Czekaj, ona może się nam przydać. - powiedział jego towarzysz.
-Racja, pójdziesz teraz z nami. - pomogli mi w stać i siłą zabrali ze sobą. Nie walczyłam nawet, tak bardzo było mi słabo że ledwo szłam. Simba był przy mnie, mógł tylko się przyglądać. Lwy dotarły do niedużej jaskini, kazali mi tam wejść i to samej. Wchodząc nadepnęłam na ostry kamień, raniąc sobie łapę, ryknęłam z bólu i poszłam w kont jaskini, było tu tak wilgotno że moje futro straciło śnieżnobiały kolor.
Na Lwiej Ziemi...
Vitani szukała zdenerwowana Roho, swojego męża, niedługo miała rodzić i chciała żeby przy tym był, w końcu razem mieli wymyślać imiona. Spotkała swojego brata, był tu z synem, właśnie pokazywał mu Lwią Ziemie, Jester był strasznie znudzony, spodziewał się po ojcu czegoś bardziej ciekawszego, a tym czasem Kovu mówił całkiem poważnie przekazując młodemu mądrości które mógłby później wykorzystać w swoim dorosłym życiu.
-Kovu widziałeś Roho ? - spytała Vitani tym samym przerywając nudną lekcję.
-Był tu rano, szukał czegoś, a potem poszedł nad wodopój.
-Nie mam czasu, niedługo lwiątka przyjdą na świat, a go nie ma, jest ich ojcem, musi być przy tym.
-Nie chce się mieszać, ale wydaje mi się że będziesz musiała rodzić sama, zawołam już lepiej Rafikiego.
-Nie, nie teraz, znajdę Roho. - Vitani pobiegła przed siebie, nie zdawała sobie sprawy że jest blisko celu, zatrzymała się i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła, Roho tam był i jakaś obca, czule przytulali się do siebie.
-Ty...ty.... - Vitani brakowało słów, Roho ją zauważył, nie wiedział co ma robić.
-Ja, ja ci wszystko wyjaśnię. - powiedział szybko, podchodząc do Vitani.
-Odejdź, nie chce cię znać ! Rozumiesz ?! Nie chcę cię znać ! - Vitani uciekła, Roho nie miał odwagi by za nią pobiec.
-No to teraz możemy być razem bez żadnych przeszkód. - powiedziała lwica, Roho uśmiechnął się do niej, ale to był maskujący uśmiech, w głębi duszy chciało mu się płakać, dopiero teraz zrozumiał co stracił i jaki wielki błąd popełnił. Vitani już była nad wodopojem, jej oczy były zalane łzami, pierwszy raz ktoś ją tak mocno zranił. Kovu już wracał z synem na Lwią Skałę, chciał zajrzeć do siostry, może już urodziła. Wdrapał się do góry i zauważył ją obok wodopoju, pobiegł do niej.
-Dlaczego płaczesz ? - spytał.
-Roho mnie zdradził.
-A to drań, pożałuje tego. - Kovu pognał zemścić się na Roho, nawet wołania jego siostry go nie powstrzymały, ominął Kiarę, która wracała właśnie z polowania.
-Kovu ? Gdzie biegniesz ? - spytała, ale król był już daleko, pełen gniewu odnalazł wreszcie Roho.
-Jak mogłeś zdradzić moją siostrę ?! - warknął i uderzył Roho potężną łapą. Nie zaprzestał na tym, po chwili już walczyli. Kiara właśnie dobiegła, Roho był już na ziemi nieźle poraniony przez silniejszego lwa Kovu.
-Kovu co to ma znaczyć ? - spytała Kiara.
-To podły zdrajca ! Zdradził moją siostrę !
-Co ? To nie może być prawda.
-Kovu ma rację, zdradziłem ją z inną lwicą.
-Z którą ?
-Z Kisasi. - Roho podniósł się ciężko i odszedł. Ani Kovu, anie Kiara nie znali żadnej takiej lwicy, była dla nich obca.
U głównej bohaterki...
-Musimy uciekać ! - krzyknął Simba, obudziłam się nagle i spojrzałam na ducha.
-Zasnęli, uciekamy, tylko bądź ostrożna. - powiedział Simba, ziewnęłam lekko, otaczały mnie same lwy, jeden nie ostrożny ruch i mogłam któregoś zbudzić.
-Nie dam rady. - szepnęłam zdając sobie sprawy że stąd nie da się wyjść.
-Mam plan, ale nie wiem czy jesteś na tyle szybka.
-Jestem, jestem.
-Więc tak, skaczesz jak najdalej się da, odbijasz od ziemi i szybko biegniesz na zewnątrz, a potem znikasz im z oczu, schowasz się w krzakach, które wypatrzyłem...
Połknęłam ślinę, plan nie był zbyt dobry, ale cóż, skoczyłam jak radził Simba, wylądowałam między ciałami dwóch potężnych lwów, zaczęłam biec, moja łapa stanęła na jednym z lwów i się obudził, ryknął budząc resztę.
-Tutaj ! - Simba wskazał mi kryjówkę, ukryłam się tam, a lwy wybiegły i pognały na przód. Ulżyło mi, byłam już wolna.
-No to teraz, pójdziemy dłuższą drogą.
-Nie błagam, daj mi się zdrzemnąć. - przymrużyłam oczy.
-Tylko nie tutaj, ruszaj, puki się nie zorientowali.
-Prowadź królu. - fuknęłam, Simba poszedł przodem, a ja wlekłam się na pół przytomna za nim. Dotarliśmy do wysokich drzew, położyłam się wygodnie na ziemi.
-Dobra, tutaj zrobimy sobie postój. - powiedział Simba znikając.
-Musisz uciekać. - powiedział.
-Ale przed czym ?
-Tam, widzisz te lwy.
-To tylko jakieś stado mieszkające tutaj, nic nam nie zrobią. - przypomniałam sobie że Simba jest duchem: Znaczy mi, bo tobie nie da się nic zrobić. - poprawiłam.
-Mylisz się Baridi, te lwy nie są przyjazne, pójdziemy inną drogą.
-Za pewne dłuższą drogą.
-Może i tak, ale bezpieczniejszą.
-Ja się tam lwów nie boję, popatrz... - poszłam na przód w stronę obcych: -Hej wy tam, jak się macie ? - zawołałam.
-Nie rób tego, zawracaj ! - Simba pojawił się przede mną, ominęłam go, lwy zaczęły się do mnie uśmiechać, ale jakoś tak dziwnie, zatrzymałam się.
-Wszystko z wami w porządku ? - spytałam. Wszyscy nagle się podnieśli i rzucili na mnie, jakoś się im wyrwałam. Uciekałam jak najszybciej się dało, mój naszyjnik zahaczył o gałąź zatrzymując mnie gwałtownie, tak że upadłam na ziemie, a naszyjnik zerwał tą gałąź. Lwy były na około mnie, słyszałam jak się śmieją.
-Dawaj to ! - powiedział jeden z nich zrywając ze mnie kryształ.
-Nie ! Oddajcie ! - zawarczałam, rzuciłam się w szale na lwa, który trzymał mój skarb. Reszta się mocno tym zdziwiła, odebrałam naszyjnik i co sił pobiegłam dalej w stronę Lwiej Ziemi.
-Dobra prowadź. - powiedziałam do ducha, po kilku metrach opadłam z sił.
-Jesteś ranna. - zauważył Simba. Obejrzałam się za siebie, te lwy za mną poszły. Podniosłam się lekko na łapach, a oni już tym czasem tu doszli.
-Pomóż mi ! - spojrzałam na Simbę.
-Nic nie mogę zrobić. - powiedział smutno, jeden z lwów złapał mnie za kark.
-Czekaj, ona może się nam przydać. - powiedział jego towarzysz.
-Racja, pójdziesz teraz z nami. - pomogli mi w stać i siłą zabrali ze sobą. Nie walczyłam nawet, tak bardzo było mi słabo że ledwo szłam. Simba był przy mnie, mógł tylko się przyglądać. Lwy dotarły do niedużej jaskini, kazali mi tam wejść i to samej. Wchodząc nadepnęłam na ostry kamień, raniąc sobie łapę, ryknęłam z bólu i poszłam w kont jaskini, było tu tak wilgotno że moje futro straciło śnieżnobiały kolor.
Na Lwiej Ziemi...
Vitani szukała zdenerwowana Roho, swojego męża, niedługo miała rodzić i chciała żeby przy tym był, w końcu razem mieli wymyślać imiona. Spotkała swojego brata, był tu z synem, właśnie pokazywał mu Lwią Ziemie, Jester był strasznie znudzony, spodziewał się po ojcu czegoś bardziej ciekawszego, a tym czasem Kovu mówił całkiem poważnie przekazując młodemu mądrości które mógłby później wykorzystać w swoim dorosłym życiu.
-Kovu widziałeś Roho ? - spytała Vitani tym samym przerywając nudną lekcję.
-Był tu rano, szukał czegoś, a potem poszedł nad wodopój.
-Nie mam czasu, niedługo lwiątka przyjdą na świat, a go nie ma, jest ich ojcem, musi być przy tym.
-Nie chce się mieszać, ale wydaje mi się że będziesz musiała rodzić sama, zawołam już lepiej Rafikiego.
-Nie, nie teraz, znajdę Roho. - Vitani pobiegła przed siebie, nie zdawała sobie sprawy że jest blisko celu, zatrzymała się i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła, Roho tam był i jakaś obca, czule przytulali się do siebie.
-Ty...ty.... - Vitani brakowało słów, Roho ją zauważył, nie wiedział co ma robić.
-Ja, ja ci wszystko wyjaśnię. - powiedział szybko, podchodząc do Vitani.
-Odejdź, nie chce cię znać ! Rozumiesz ?! Nie chcę cię znać ! - Vitani uciekła, Roho nie miał odwagi by za nią pobiec.
-No to teraz możemy być razem bez żadnych przeszkód. - powiedziała lwica, Roho uśmiechnął się do niej, ale to był maskujący uśmiech, w głębi duszy chciało mu się płakać, dopiero teraz zrozumiał co stracił i jaki wielki błąd popełnił. Vitani już była nad wodopojem, jej oczy były zalane łzami, pierwszy raz ktoś ją tak mocno zranił. Kovu już wracał z synem na Lwią Skałę, chciał zajrzeć do siostry, może już urodziła. Wdrapał się do góry i zauważył ją obok wodopoju, pobiegł do niej.
-Dlaczego płaczesz ? - spytał.
-Roho mnie zdradził.
-A to drań, pożałuje tego. - Kovu pognał zemścić się na Roho, nawet wołania jego siostry go nie powstrzymały, ominął Kiarę, która wracała właśnie z polowania.
-Kovu ? Gdzie biegniesz ? - spytała, ale król był już daleko, pełen gniewu odnalazł wreszcie Roho.
-Jak mogłeś zdradzić moją siostrę ?! - warknął i uderzył Roho potężną łapą. Nie zaprzestał na tym, po chwili już walczyli. Kiara właśnie dobiegła, Roho był już na ziemi nieźle poraniony przez silniejszego lwa Kovu.
-Kovu co to ma znaczyć ? - spytała Kiara.
-To podły zdrajca ! Zdradził moją siostrę !
-Co ? To nie może być prawda.
-Kovu ma rację, zdradziłem ją z inną lwicą.
-Z którą ?
-Z Kisasi. - Roho podniósł się ciężko i odszedł. Ani Kovu, anie Kiara nie znali żadnej takiej lwicy, była dla nich obca.
U głównej bohaterki...
-Musimy uciekać ! - krzyknął Simba, obudziłam się nagle i spojrzałam na ducha.
-Zasnęli, uciekamy, tylko bądź ostrożna. - powiedział Simba, ziewnęłam lekko, otaczały mnie same lwy, jeden nie ostrożny ruch i mogłam któregoś zbudzić.
-Nie dam rady. - szepnęłam zdając sobie sprawy że stąd nie da się wyjść.
-Mam plan, ale nie wiem czy jesteś na tyle szybka.
-Jestem, jestem.
-Więc tak, skaczesz jak najdalej się da, odbijasz od ziemi i szybko biegniesz na zewnątrz, a potem znikasz im z oczu, schowasz się w krzakach, które wypatrzyłem...
Połknęłam ślinę, plan nie był zbyt dobry, ale cóż, skoczyłam jak radził Simba, wylądowałam między ciałami dwóch potężnych lwów, zaczęłam biec, moja łapa stanęła na jednym z lwów i się obudził, ryknął budząc resztę.
-Tutaj ! - Simba wskazał mi kryjówkę, ukryłam się tam, a lwy wybiegły i pognały na przód. Ulżyło mi, byłam już wolna.
-No to teraz, pójdziemy dłuższą drogą.
-Nie błagam, daj mi się zdrzemnąć. - przymrużyłam oczy.
-Tylko nie tutaj, ruszaj, puki się nie zorientowali.
-Prowadź królu. - fuknęłam, Simba poszedł przodem, a ja wlekłam się na pół przytomna za nim. Dotarliśmy do wysokich drzew, położyłam się wygodnie na ziemi.
-Dobra, tutaj zrobimy sobie postój. - powiedział Simba znikając.
Wyprawa na lwią ziemie cz.1
To miał być zwykły dzień, ale nie był zwyczajny. Dla samotnej lwicy życie nie jest łatwe, chuda, nie dożywiona, tysiąc nieudanych polowań, to nic, po tym co dziś się wydarzyło. Spotkałam lwa, niby taki zwyczajny, coś mi się jednak nie zgadzało, podeszłam, a on tylko spojrzał i zrobił smętną minę.
-Jesteś tu nowy ? - spytałam.
-Nie...
-Ale nigdy cię nie widziałam.
-No cóż byłem tu już kiedyś, spędziłem tutaj prawie całe moje dzieciństwo. Teraz tylko się błąkam i nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie mogę wrócić, a bardzo bym chciał zobaczyć się z rodziną.
-Zrobiłeś coś złego ?
-Nie...
-Więc w czym problem ?
-Nie zrozumiesz.
-Niech będzie, nie przedstawiłeś się, ogółem to tłusty z ciebie lew, może nauczysz mnie polować ?
-Jestem Simba, chcesz zjeść coś co łatwo złapać, to zajrzyj pod pień.
-Dobra. - podniosłam spróchniałe drzewo, a tam...
-Robaki, mam to jeść ?!
-Mi nie zaszkodziły, więc śmiało spróbuj.
-No nie, ja nie zamierzam jeść czegoś takiego, może ty ?
-Nie dzięki, nie mogę jeść.
-Dokucza nie strawność.
-Nie po prostu nie żyję.
-Taaak, a ja latam. - zaczęłam się z niego śmiać, to była najgłupsza rzecz jaką powiedział. Simba dotknął mnie łapą, która przeszła przeze mnie na wylot, myślałam że za chwilę dostanę zawału.
-Widzisz, nie wiem dlaczego możesz ze mną rozmawiać, ale...
Nie wytrzymałam emocji i zemdlałam przed tym duchem...
Tymczasem na lwiej ziemi...
-Jester uważaj na siebie ! - powiedział zatroskany Kovu. Mały lewek jak zwykle był zajęty tylko zabawą i pakowaniem się w kłopoty. Szkoda że był jedynym lwiątkiem w okolicy, często dokuczała mu samotność. Wkrótce miało się to zmienić, Vitani oczekiwała narodzin potomstwa. Mały rozbrykany Jester sprawił że wszyscy zapomnieli o Simbie. Tylko Nala wciąż płakała i rozmyślała o u ukochanym. Rafiki bał się o nią, nic nie jadła, nie piła, nie wychodziła na zewnątrz od dłuższego czasu, coraz trudniej było ją do tego zmusić.
Wracamy...
-Może to przez ten kryształ który noszę ? - spytałam samą siebie, duch zniknął, a mimo wszystko chciałam go jeszcze zobaczyć, był jedynym lwem, jakiego widziałam od wielu miesięcy. Usiadłam dumając co teraz zrobić, pobawiłam się trochę naszyjnikiem z magicznego kryształu.
-Simba ! Hej Simba ! Gdzie jesteś ?! - wstałam, postanowiłam go odszukać, kryształ uniósł się lekko, poszłam tam gdzie wskazywał, odnalazłam Simbe, położyłam się przy nim.
-Jesteś, muszę coś sprawdzić, pozwolisz mi na to ? - spytałam.
-Ale na co ? - Simba zmierzył mnie wzrokiem.
-Nie ruszaj się stąd, nawet nie drgnij. - wstałam, zdjęłam naszyjnik, wiadać że miałam rację, już nie widziałam Simby.
-Teraz się odezwij. - powiedziałam i nic, założyłam znów kryształ na szyję, zobaczyłam Simbe.
-Co mówiłeś ? - spytałam.
-Pytałem się co robisz.
-Więc to działa, ten kryształ, to dzięki niemu cię widzę. - złapałam łapą magiczny kamień, Simba uśmiechnął się jakby zdał sobie z czegoś sprawę.
-Skąd go masz ?
-A znalazłam, już jako lwiątko go noszę.
-Nala go potrzebuje.
-Kto ?
-Moja ukochana, musi ze mną porozmawiać, potrzebuje mnie.
-Ale ty nie żyjesz, nikt cię nie potrzebuje.
-Baridi proszę, tylko ty możesz pomóc.
-A co z tego będę miała ? - podniosłam się na równe łapy.
-Pozwolę ci zamieszkać na Lwiej Ziemi.
-Na to musiałby zgodzić się król, a ja jestem jedną z wygnańców.
-Tak się składa że to ja jestem jednym z królów Lwiej Ziemi.
-Ale jesteś martwy, to bez sensu.
-Ja widzę w tym sens, na Lwiej Ziemi znajdziesz jedzenie, takie jakie sobie wymarzysz. Antylopy, zebry, bawoły....
-Przestań, jestem głodna ! - czułam jak mój brzuch zaczyna burczeć. Simba uśmiechnął się.
-To kiedy wyruszamy ?
-Teraz, za mną.
-Jesteś tu nowy ? - spytałam.
-Nie...
-Ale nigdy cię nie widziałam.
-No cóż byłem tu już kiedyś, spędziłem tutaj prawie całe moje dzieciństwo. Teraz tylko się błąkam i nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie mogę wrócić, a bardzo bym chciał zobaczyć się z rodziną.
-Zrobiłeś coś złego ?
-Nie...
-Więc w czym problem ?
-Nie zrozumiesz.
-Niech będzie, nie przedstawiłeś się, ogółem to tłusty z ciebie lew, może nauczysz mnie polować ?
-Jestem Simba, chcesz zjeść coś co łatwo złapać, to zajrzyj pod pień.
-Dobra. - podniosłam spróchniałe drzewo, a tam...
-Robaki, mam to jeść ?!
-Mi nie zaszkodziły, więc śmiało spróbuj.
-No nie, ja nie zamierzam jeść czegoś takiego, może ty ?
-Nie dzięki, nie mogę jeść.
-Dokucza nie strawność.
-Nie po prostu nie żyję.
-Taaak, a ja latam. - zaczęłam się z niego śmiać, to była najgłupsza rzecz jaką powiedział. Simba dotknął mnie łapą, która przeszła przeze mnie na wylot, myślałam że za chwilę dostanę zawału.
-Widzisz, nie wiem dlaczego możesz ze mną rozmawiać, ale...
Nie wytrzymałam emocji i zemdlałam przed tym duchem...
Tymczasem na lwiej ziemi...
-Jester uważaj na siebie ! - powiedział zatroskany Kovu. Mały lewek jak zwykle był zajęty tylko zabawą i pakowaniem się w kłopoty. Szkoda że był jedynym lwiątkiem w okolicy, często dokuczała mu samotność. Wkrótce miało się to zmienić, Vitani oczekiwała narodzin potomstwa. Mały rozbrykany Jester sprawił że wszyscy zapomnieli o Simbie. Tylko Nala wciąż płakała i rozmyślała o u ukochanym. Rafiki bał się o nią, nic nie jadła, nie piła, nie wychodziła na zewnątrz od dłuższego czasu, coraz trudniej było ją do tego zmusić.
Wracamy...
-Może to przez ten kryształ który noszę ? - spytałam samą siebie, duch zniknął, a mimo wszystko chciałam go jeszcze zobaczyć, był jedynym lwem, jakiego widziałam od wielu miesięcy. Usiadłam dumając co teraz zrobić, pobawiłam się trochę naszyjnikiem z magicznego kryształu.
-Simba ! Hej Simba ! Gdzie jesteś ?! - wstałam, postanowiłam go odszukać, kryształ uniósł się lekko, poszłam tam gdzie wskazywał, odnalazłam Simbe, położyłam się przy nim.
-Jesteś, muszę coś sprawdzić, pozwolisz mi na to ? - spytałam.
-Ale na co ? - Simba zmierzył mnie wzrokiem.
-Nie ruszaj się stąd, nawet nie drgnij. - wstałam, zdjęłam naszyjnik, wiadać że miałam rację, już nie widziałam Simby.
-Teraz się odezwij. - powiedziałam i nic, założyłam znów kryształ na szyję, zobaczyłam Simbe.
-Co mówiłeś ? - spytałam.
-Pytałem się co robisz.
-Więc to działa, ten kryształ, to dzięki niemu cię widzę. - złapałam łapą magiczny kamień, Simba uśmiechnął się jakby zdał sobie z czegoś sprawę.
-Skąd go masz ?
-A znalazłam, już jako lwiątko go noszę.
-Nala go potrzebuje.
-Kto ?
-Moja ukochana, musi ze mną porozmawiać, potrzebuje mnie.
-Ale ty nie żyjesz, nikt cię nie potrzebuje.
-Baridi proszę, tylko ty możesz pomóc.
-A co z tego będę miała ? - podniosłam się na równe łapy.
-Pozwolę ci zamieszkać na Lwiej Ziemi.
-Na to musiałby zgodzić się król, a ja jestem jedną z wygnańców.
-Tak się składa że to ja jestem jednym z królów Lwiej Ziemi.
-Ale jesteś martwy, to bez sensu.
-Ja widzę w tym sens, na Lwiej Ziemi znajdziesz jedzenie, takie jakie sobie wymarzysz. Antylopy, zebry, bawoły....
-Przestań, jestem głodna ! - czułam jak mój brzuch zaczyna burczeć. Simba uśmiechnął się.
-To kiedy wyruszamy ?
-Teraz, za mną.
Nowy Król
Słońce zaczęło wschodzić, a sawanna ponownie budziła się do życia. Promienie słońca jak co dzień oświetlały Lwią Skałę, pojedyncze płomyki wpadły do środka budząc króla Simbe. Lew otworzył lekko ślepia, przeciągnął się i ziewnął potężnie. Wyszedł na zewnątrz i jak co rano poszedł napić się wody przy ulubionym jeziorku.
-Hej Simba, jak tam staruszku ? - do króla przysiedli starzy kuple Timon i Pumba, lew nie był już w kwiecie wieku, poklepał kompanów po plecach i uśmiechnął się.
-Zostanę dziadkiem. - uśmiech na jego pysku bardziej się rozpromienił.
-Hej Pumba wiesz co to znaczy ? - spytał Timon.
-Że Kiara urodzi lwiątka ?
-Nie, że będziemy go wychowywać.
-Od tego są rodzice Timon.
-No, ale my...
-Nie sądzę Timon, jesteście starsi niż ja, po co mieć na głowie jakieś lwiątko ? - przerwał Simba.
-Ja nadal jestem pełen sił. - pochwalił się Timon.
-Ja też. - przytaknął mu guziec.
-Panie ! Panie hieny, powróciły na lwią ziemie ! - przyleciał przerażony Zazu. Simba co sił pobiegł za nim. Był już blisko zagrożenia, sam jeden biegł w stronę wroga.
-Simba zawołam lwice ! - powiedział dzioborożec, król machnął łapą, przecież potrafił przegonić trzy hieny.
-Nie trzeba Zazu. - i tak Simba rzucił się na wrogów, hieny liczyły że to zrobi, uciekły mu z przed nosa. Simba zaczął je gonić, jako król ma obowiązek dbać o bezpieczeństwo i tym samym przeganiać wrogów. Zazu obserwował, po chwili i tak poleciał po lwice uznał że to może być pułapka, niestety miał rację. Simba zagonił wrogów daleko stąd, przekonany o swoim zwycięstwie odwrócił się, a przed nim pojawiło się całkiem sporę stado hien.
-O Simba jak miło. - hieny wpadły w śmiech, nie potrafiły się powstrzymać, rzuciły się na króla. Lwie stado pędziło na ratunek, po pokonaniu wrogów, okazało się że Simba nie żyję.
-Tato... Tato nie ! Tylko nie ty... - Kiara wpadła w rozpacz, zaraz przy niej i martwym Simbie zgromadziły się inne lwicę, w tym Nala, nie mogąca wydusić z siebie, ani jednego słowa, wszyscy pogrążyli się w żałobie, która nie mogła trwać zbyt długo, teraz ktoś inny musi zająć się królestwem.
Kilka miesięcy później, nie wiele żeby wyleczyć żal i smutek po stracie dawnego króla. Wszystko się zmieniło. Kovu, teraz on był królem i dumnym ojcem, ale pogrążonym w smutku. Dziś odbyła się ceremonia, zwierzęta powitały kolejnego dziedzica tronu, a mianowicie Jester. Był on synem Kiary i Kovu oraz jedynym lwiątkiem, które przeżyło z całego miotu.
-Hej Simba, jak tam staruszku ? - do króla przysiedli starzy kuple Timon i Pumba, lew nie był już w kwiecie wieku, poklepał kompanów po plecach i uśmiechnął się.
-Zostanę dziadkiem. - uśmiech na jego pysku bardziej się rozpromienił.
-Hej Pumba wiesz co to znaczy ? - spytał Timon.
-Że Kiara urodzi lwiątka ?
-Nie, że będziemy go wychowywać.
-Od tego są rodzice Timon.
-No, ale my...
-Nie sądzę Timon, jesteście starsi niż ja, po co mieć na głowie jakieś lwiątko ? - przerwał Simba.
-Ja nadal jestem pełen sił. - pochwalił się Timon.
-Ja też. - przytaknął mu guziec.
-Panie ! Panie hieny, powróciły na lwią ziemie ! - przyleciał przerażony Zazu. Simba co sił pobiegł za nim. Był już blisko zagrożenia, sam jeden biegł w stronę wroga.
-Simba zawołam lwice ! - powiedział dzioborożec, król machnął łapą, przecież potrafił przegonić trzy hieny.
-Nie trzeba Zazu. - i tak Simba rzucił się na wrogów, hieny liczyły że to zrobi, uciekły mu z przed nosa. Simba zaczął je gonić, jako król ma obowiązek dbać o bezpieczeństwo i tym samym przeganiać wrogów. Zazu obserwował, po chwili i tak poleciał po lwice uznał że to może być pułapka, niestety miał rację. Simba zagonił wrogów daleko stąd, przekonany o swoim zwycięstwie odwrócił się, a przed nim pojawiło się całkiem sporę stado hien.
-O Simba jak miło. - hieny wpadły w śmiech, nie potrafiły się powstrzymać, rzuciły się na króla. Lwie stado pędziło na ratunek, po pokonaniu wrogów, okazało się że Simba nie żyję.
-Tato... Tato nie ! Tylko nie ty... - Kiara wpadła w rozpacz, zaraz przy niej i martwym Simbie zgromadziły się inne lwicę, w tym Nala, nie mogąca wydusić z siebie, ani jednego słowa, wszyscy pogrążyli się w żałobie, która nie mogła trwać zbyt długo, teraz ktoś inny musi zająć się królestwem.
Kilka miesięcy później, nie wiele żeby wyleczyć żal i smutek po stracie dawnego króla. Wszystko się zmieniło. Kovu, teraz on był królem i dumnym ojcem, ale pogrążonym w smutku. Dziś odbyła się ceremonia, zwierzęta powitały kolejnego dziedzica tronu, a mianowicie Jester. Był on synem Kiary i Kovu oraz jedynym lwiątkiem, które przeżyło z całego miotu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)