Łapy zaczęły mnie już boleć, minęło kilka godzin, a do Lwiej Ziemi było jeszcze daleko, Simba szedł w milczeniu, ja coś nuciłam pod nosem. Nagle się zatrzymaliśmy, Simba spojrzał na mnie przerażony.
-Musisz uciekać. - powiedział.
-Ale przed czym ?
-Tam, widzisz te lwy.
-To tylko jakieś stado mieszkające tutaj, nic nam nie zrobią. - przypomniałam sobie że Simba jest duchem: Znaczy mi, bo tobie nie da się nic zrobić. - poprawiłam.
-Mylisz się Baridi, te lwy nie są przyjazne, pójdziemy inną drogą.
-Za pewne dłuższą drogą.
-Może i tak, ale bezpieczniejszą.
-Ja się tam lwów nie boję, popatrz... - poszłam na przód w stronę obcych: -Hej wy tam, jak się macie ? - zawołałam.
-Nie rób tego, zawracaj ! - Simba pojawił się przede mną, ominęłam go, lwy zaczęły się do mnie uśmiechać, ale jakoś tak dziwnie, zatrzymałam się.
-Wszystko z wami w porządku ? - spytałam. Wszyscy nagle się podnieśli i rzucili na mnie, jakoś się im wyrwałam. Uciekałam jak najszybciej się dało, mój naszyjnik zahaczył o gałąź zatrzymując mnie gwałtownie, tak że upadłam na ziemie, a naszyjnik zerwał tą gałąź. Lwy były na około mnie, słyszałam jak się śmieją.
-Dawaj to ! - powiedział jeden z nich zrywając ze mnie kryształ.
-Nie ! Oddajcie ! - zawarczałam, rzuciłam się w szale na lwa, który trzymał mój skarb. Reszta się mocno tym zdziwiła, odebrałam naszyjnik i co sił pobiegłam dalej w stronę Lwiej Ziemi.
-Dobra prowadź. - powiedziałam do ducha, po kilku metrach opadłam z sił.
-Jesteś ranna. - zauważył Simba. Obejrzałam się za siebie, te lwy za mną poszły. Podniosłam się lekko na łapach, a oni już tym czasem tu doszli.
-Pomóż mi ! - spojrzałam na Simbę.
-Nic nie mogę zrobić. - powiedział smutno, jeden z lwów złapał mnie za kark.
-Czekaj, ona może się nam przydać. - powiedział jego towarzysz.
-Racja, pójdziesz teraz z nami. - pomogli mi w stać i siłą zabrali ze sobą. Nie walczyłam nawet, tak bardzo było mi słabo że ledwo szłam. Simba był przy mnie, mógł tylko się przyglądać. Lwy dotarły do niedużej jaskini, kazali mi tam wejść i to samej. Wchodząc nadepnęłam na ostry kamień, raniąc sobie łapę, ryknęłam z bólu i poszłam w kont jaskini, było tu tak wilgotno że moje futro straciło śnieżnobiały kolor.
Na Lwiej Ziemi...
Vitani szukała zdenerwowana Roho, swojego męża, niedługo miała rodzić i chciała żeby przy tym był, w końcu razem mieli wymyślać imiona. Spotkała swojego brata, był tu z synem, właśnie pokazywał mu Lwią Ziemie, Jester był strasznie znudzony, spodziewał się po ojcu czegoś bardziej ciekawszego, a tym czasem Kovu mówił całkiem poważnie przekazując młodemu mądrości które mógłby później wykorzystać w swoim dorosłym życiu.
-Kovu widziałeś Roho ? - spytała Vitani tym samym przerywając nudną lekcję.
-Był tu rano, szukał czegoś, a potem poszedł nad wodopój.
-Nie mam czasu, niedługo lwiątka przyjdą na świat, a go nie ma, jest ich ojcem, musi być przy tym.
-Nie chce się mieszać, ale wydaje mi się że będziesz musiała rodzić sama, zawołam już lepiej Rafikiego.
-Nie, nie teraz, znajdę Roho. - Vitani pobiegła przed siebie, nie zdawała sobie sprawy że jest blisko celu, zatrzymała się i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła, Roho tam był i jakaś obca, czule przytulali się do siebie.
-Ty...ty.... - Vitani brakowało słów, Roho ją zauważył, nie wiedział co ma robić.
-Ja, ja ci wszystko wyjaśnię. - powiedział szybko, podchodząc do Vitani.
-Odejdź, nie chce cię znać ! Rozumiesz ?! Nie chcę cię znać ! - Vitani uciekła, Roho nie miał odwagi by za nią pobiec.
-No to teraz możemy być razem bez żadnych przeszkód. - powiedziała lwica, Roho uśmiechnął się do niej, ale to był maskujący uśmiech, w głębi duszy chciało mu się płakać, dopiero teraz zrozumiał co stracił i jaki wielki błąd popełnił. Vitani już była nad wodopojem, jej oczy były zalane łzami, pierwszy raz ktoś ją tak mocno zranił. Kovu już wracał z synem na Lwią Skałę, chciał zajrzeć do siostry, może już urodziła. Wdrapał się do góry i zauważył ją obok wodopoju, pobiegł do niej.
-Dlaczego płaczesz ? - spytał.
-Roho mnie zdradził.
-A to drań, pożałuje tego. - Kovu pognał zemścić się na Roho, nawet wołania jego siostry go nie powstrzymały, ominął Kiarę, która wracała właśnie z polowania.
-Kovu ? Gdzie biegniesz ? - spytała, ale król był już daleko, pełen gniewu odnalazł wreszcie Roho.
-Jak mogłeś zdradzić moją siostrę ?! - warknął i uderzył Roho potężną łapą. Nie zaprzestał na tym, po chwili już walczyli. Kiara właśnie dobiegła, Roho był już na ziemi nieźle poraniony przez silniejszego lwa Kovu.
-Kovu co to ma znaczyć ? - spytała Kiara.
-To podły zdrajca ! Zdradził moją siostrę !
-Co ? To nie może być prawda.
-Kovu ma rację, zdradziłem ją z inną lwicą.
-Z którą ?
-Z Kisasi. - Roho podniósł się ciężko i odszedł. Ani Kovu, anie Kiara nie znali żadnej takiej lwicy, była dla nich obca.
U głównej bohaterki...
-Musimy uciekać ! - krzyknął Simba, obudziłam się nagle i spojrzałam na ducha.
-Zasnęli, uciekamy, tylko bądź ostrożna. - powiedział Simba, ziewnęłam lekko, otaczały mnie same lwy, jeden nie ostrożny ruch i mogłam któregoś zbudzić.
-Nie dam rady. - szepnęłam zdając sobie sprawy że stąd nie da się wyjść.
-Mam plan, ale nie wiem czy jesteś na tyle szybka.
-Jestem, jestem.
-Więc tak, skaczesz jak najdalej się da, odbijasz od ziemi i szybko biegniesz na zewnątrz, a potem znikasz im z oczu, schowasz się w krzakach, które wypatrzyłem...
Połknęłam ślinę, plan nie był zbyt dobry, ale cóż, skoczyłam jak radził Simba, wylądowałam między ciałami dwóch potężnych lwów, zaczęłam biec, moja łapa stanęła na jednym z lwów i się obudził, ryknął budząc resztę.
-Tutaj ! - Simba wskazał mi kryjówkę, ukryłam się tam, a lwy wybiegły i pognały na przód. Ulżyło mi, byłam już wolna.
-No to teraz, pójdziemy dłuższą drogą.
-Nie błagam, daj mi się zdrzemnąć. - przymrużyłam oczy.
-Tylko nie tutaj, ruszaj, puki się nie zorientowali.
-Prowadź królu. - fuknęłam, Simba poszedł przodem, a ja wlekłam się na pół przytomna za nim. Dotarliśmy do wysokich drzew, położyłam się wygodnie na ziemi.
-Dobra, tutaj zrobimy sobie postój. - powiedział Simba znikając.
Świetna, trzymająca w napięciu notka. Oby Baridi zdążyła uciec, oby jej to stado nie znalazło. Ughhh! Roho, on zdradził Vitani, nie mogę uwierzyć :( Co będzie teraz z Roho, czy on wróci do Vitani, czy może odejdzie od Lwiej Ziemi. A Vitani, ona jest w ciąży!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam na moje blogi:
przyjdzieczasinamnie.blogspot.com
zyciedolphy.blogspot.com
ksiezniczka-tara.blogspot.com
mylife-mystrangeworld.blogspot.com
Bardzo ciekawe blogi piszesz, na razie przeczytałam kilka notek, (w tym w całości blog o książnice Tarze) ale już mnie wciągnęły, dodam je do polecanych, bo są tego warte ;).
OdpowiedzUsuń