piątek, 23 sierpnia 2013

Wyprawa na lwią ziemie cz.4

Simba się niecierpliwił, minęły już dwa dni, a ja nadal nie mogłam namówić Faraghe do współpracy, kiedy tylko wspominałam o Lwiej Ziemi to odchodził i nie chciał ze mną rozmawiać. Gdybym mogła się tam jakoś doczołgać, niestety ranny mi na to nie pozwalały.
-Szkoda że nie można od razu wyzdrowieć. - powiedziałam pod nosem.
-To nawet nie jest zły pomysł, użyj kryształu, może pomoże. - podsunął mi pomysł Simba, spojrzałam na naszyjnik.
-Coś ty, on mnie nie uleczy. - powiedziałam.
-Może jednak. - Simba poruszył kryształem, zaczął świecić, zdziwiłam się, Faragha który wracał z polowania stanął jak wryty, kryształ zaczął się unosić.
-To ty robisz ? - spojrzałam na Simbe, był skupiony.
-Nie wiedziałam że duchy emanują jakąś energią. - powiedziałam sama do siebie.

Na lwiej ziemi...
Nala leżała nadal w jaskini na Lwiej Skale, do środka weszła Kiara, wtuliła się w matkę, nie namawiała jej już do niczego, to nie odnosiło skutku, mogła tylko z nią trochę pobyć, bo już nawet nie odzywała się do nikogo, tak bardzo przeżyła śmierć ukochanego Simby. Niedaleko stąd na baobabie siedział Rafiki, przygotowywał farbę, zamoczył w niej palce gdy farba była już gotowa, jednym machnięciem namalował Nale u boku Simby, który był już zmazany, tak jak wszystkie lwy które odeszły. Nie wszyscy byli dzisiaj smutni Jester który nie widział na oczy dziadka niczym się dzisiaj nie przejmował bawił się z lwiątkami, które urodziła Vitani, musiał być ostrożny, bo to jeszcze maleństwa, Vitani była blisko wesołej gromadki, miała oko na lwiątka które baraszkowały z nowym przyjacielem, ciągle się przewracały i potykały o własne łapki, otworzyły już oczka, ale nie potrafiły jeszcze mówić, co najwyżej miauknąć, albo prychnąć gdy coś im się nie podobało. Kovu towarzyszył siostrze, chciał ją wspierać, w końcu straciła Roho, którego kochała.
-Nie idziesz do Kiary ? - spytała.
-Pewnie jest zajęta, z resztą wkrótce się spotkamy, musimy omówić królewskie sprawy. - powiedział Kovu.
-Tato...! - krzyknął Jester, Vitani i Kovu spojrzeli na księcia, Sawa trzymała go za ucho tak jakby myślała że to jedzenie.
-Pewnie są głodne. - Vitani się podniosła, maleństwa podreptały do niej, przepychając się do mleka. Pierwszy był jak zwykle Yangu. Jester podszedł do taty przytulając się do niego.
-Tato pójdziemy gdzieś razem. - spytał.
-No dobrze, do zobaczenia Vitani. - powiedział Kovu odchodząc z synem.
-Gdzie chciałbyś pójść ? - spytał.
-Właściwie to chciałbym nauczyć się polować. - powiedział książę.
-To dobrze trafiłeś synku, jestem tutaj mistrzem. - pochwalił się Kovu.
-Serio ?
-Tak, może kiedyś mi dorównasz. - król rozczochrał trochę grzywkę księcia.

U Baridi...
Faragha osłupiał już do reszty, chyba nawet zobaczył Simbe, bo ukłonił się nisko przerażony.
-To chyba nie tak miało działać. - powiedziałam.
-Faragha chciałbym żebyś mi pomógł, pomożesz Baridi dostać się na Lwią Ziemie. - powiedział Simba królewskim tonem. Faragha podniósł wzrok patrząc na ducha.
-Ale ja nie mogę.... - powiedział próbując ukryć strach.
-To rozkaz. - Simba zaczął znikać, a kryształ przestał już świecić.
-Co się dzieje ? - spytałam.
-Chyba wyczerpałem całą energie.... - Simba zniknął już do reszty, tak że nawet ja go nie widziałam. Faragha podszedł do mnie.
-Nie mogę pójść na Lwią Ziemie, bo jestem zły, skrzywdziłem jedną lwicę ze stada i jak ona mnie tam zobaczy to...to aż strach pomyśleć.
-Ty zły ? - spytałam z niedowierzaniem.
-Może nie dosłownie, ale jednak.
-Powiedź co takiego zrobiłeś tej lwicy.
-Zabiłem jej lwiątko i ona to widziała, tłumaczyłem że to wypadek, ale...
-Nie uwierzyła ?
-No właśnie.
-Ale to był wypadek ?
-Był, a co ty też nie wierzysz ?
-No dobra, to jak to się stało ?
-Lwiątko bawiło się w gęstej trawię, a ja byłem strasznie głodny, myślałem że to jakieś małe zwierzątko, rzuciłem się tam na to lwiątko no i zginęło w moich szczękach, byłem przerażony i uciekłem, serio myślałem że to jakaś zwierzyna. - Faragha odwrócił się kiedy do jego oczu spłynęły łzy.
-Na prawdę mi przykro, może pomożesz mi dojść pod samą granice Lwiej Ziemi ?
-A co dalej ?
-Dalej zaczekam na jakiegoś lwa, który pomoże mi dostać się na Lwią Skałę.
-To wcale nie taki głupi pomysł. - Faragha wziął mnie na grzbiet, był na prawdę silnym lwem, choć młodym. I tak wyruszyliśmy w dalszą podróż.

Na lwiej ziemi...
Kovu pokazywał synowi techniki łowieckie, tą lekcją lwiątko było zachwycone, nawet próbowało naśladować ojca. Vitani tymczasem umyła swoje skarby i zaniosła je po kolei na górę, na Lwią Skałę. Otuliła lwiątka łapami i zasnęła. W pobliżu był jakiś obcy lew, to właśnie on namówił hieny żeby wdarły się na Lwią Ziemie, nie był on sojusznikiem Skazy, po prostu go naśladował, kiedy rządził Skaza był małym lwiątkiem, w jego oczach zły władca był ideałem. Lew o który mowa miał na imię Kifo, jego imię oznaczało "śmierć" doskonalę mu pasowało, bo zabił wiele lwów i wciąż nie miał dosyć, wszedł na Lwią Skałę, nikt nie wiedział o jego obecności, zbliżył się do lwiątek Vitani, które spały tak samo jak i ona.

_________________________________________________________________________________
Będzie jeszcze piąta część, a potem już rozdział o nowym tytule. A co do zakładki bohaterowie zamieniłam ją na "Wygląd postaci". Niedługo dodam tam lwiątka i nowe lwy, które się pojawiły, jeszcze nie wiem, ale prawdopodobnie narysuje je, chyba że znajdę odpowiednie zdjęcia w internecie.

2 komentarze:

  1. Niesamowite! Dziewczyno, masz talent!
    Boję się tego lwa zapatrzonego w Skazę! Co on zrobi?!

    W spamie zostawiłam komek!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe opowiadanie. Nie mogę się doczekać więcej.
    Zapraszam do mnie:
    lwica-vira.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń